Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sokółka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sokółka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 19 lutego 2012

Tajemnicze kolumny. Ojcom na chwałę. Młodym dla pamięci

Witam, dziś was chcę zabrać znów na podlaskie cmentarze, śladem tajemniczych kolumn.

Mieszkając w Sokółce często bawiliśmy się na tak zwanym "pomiędzydwa". To miejscowa nazwa określająca wówczas, górzyste, jeszcze zielone, porastające młodym laskiem, miejsce pomiędzy kilkoma sokólskimi cmentarzami. Katolickim, położonym na jednym wzgórzu, do którego prowadzi pięknie obsadzona drzewami aleja, oraz prawosławnym na kolejnym wzgórzu od strony szosy na Dąbrowę Białostocką. Miejsce naszych dziecięcych zabaw na przestrzeni, których przetoczyła się niejedna "krzyżacka bitwa" lub "wyprawa w nieznane". W zależności od wyobraźni i pory roku, była to "podróż przez nieprzebyte śniegi" na tamtejsze wzgórza lub podróż w "głąb nieprzebytej puszczy" w której budowało się kryjówki. 


fot. Z.M. Aleja na cmentarz w Sokółce

fot. Z.M. Pozostałości po pierwszym cmentarzu, obecnie prawosławnym, wmurowane na pamiątkę w okalający mur




W bezpośrednim sąsiedztwie znajdował się także tzw. cmentarz ewangelicki oraz żołnierzy radzieckich. 
Ten prawosławny stał się prawosławny po wybudowaniu w Sokółce carskich koszar dla uspokojenia niepokornego narodu, który co rusz wzniecał powstania. Wówczas to aby było wiadomo kto jest gospodarzem tego położonego na północnym wschodzie kraju miasteczka, zbudowano też w centrum  cerkiew prawosławną. 

Fot. Z. Mierzjewski "Stary Cmentarz" na wzgórzu
Tak naprawdę to prawosławnego cmentarza w Sokółce wcześniej nie było, bo ten obecnie prawosławny był cmentarzem ogólnie grzebalnym i dopiero wskutek decyzji władz carskich stał się  prawosławnym ok 1862 r. 
Stąd wiele nagrobków tam kiedyś się znajdujących, nawet rosyjskojęzycznych nie oznaczało od razu prawosławia. 
Decyzja władz zmusiła katolików do wykupu ziemi pod nowy, obecnie zwanym "starym cmentarzem". Dzisiaj na "starym cmentarzu" w jej najstarszej części, na wzgórzu tuż za bramą cmentarną znajduje się najwięcej zachowanych XIX wiecznych pomników i nagrobków. 
W tym, w kształcie kolumny, pomnik Ks. Józefa Kulikowskiego, administratora parafii sokólskiej a potem dąbrowskiej. Na tym pomniku znajdują się także XIX wieczna poezja nagrobkowa, którą można odczytać i zobaczyć także w artykule Cmentarze-otwarta księga

Fot. Zbigniew Mierzejewski. Pomnik Ks. Kulikowskiego



Żałość przyjaciół, łzy płynące rzewnie
I święta pamięć po Tobie
Oto pomnik i najdroższy zapewnie
I wieniec na twoim grobie
*

Co z ziemi było jest w ziemi skryte
Cnotęś do NIEBA wziął z sobą
Pokora modłom świeciła Ci w życiu
A miłość grobu ozdobą
*
Ty błagaj BOGA tam w niebie za nami
My poślem modlitwy za Tobą
A tak będzie trwać węzeł nieprzerwany
Co nas tu złączył z sobą






Takie kolumny stawały się coraz bardziej "modnym" symbolem na nagrobkach w XIX wieku. Przybierały różne kształty, między innymi pnia uciętego lub złamanego drzewa z kikutami konarów. Były w ten sposób, w początkowym okresie, upamiętniane prawdopodobnie miejsca pochówku z okresu powstań narodowych, zwyczaj ten stopniowo przyjęty został przez ludność wraz z modą i spotykamy go obecnie na wielu cmentarzach. Skąd przyszła ta moda?


fot. Z.M. Pomnik-kolumna

Wiele osób wskazuje na okres wojen napoleońskich, sugerując że w ten sposób upamiętniano na trasie przemarszu wojsk i lokalnych bitew, miejsca pochówku żołnierzy Napoleona. Potem zwyczaj ten przejęty został przez lokalne ziemiaństwo i mieszczan. Tylko bogatszą część społeczeństwa stać było na pomniki, większość oprócz drewnianego krzyża i zapadającej się z czasem mogiły, nie stawiała nic.
Dziś na podstawie własnych obserwacji i znajomych, mogę stwierdzić występowanie podobnych kolumn, tak jak na cmentarzu w Sokółce, także na cmentarzach w Janowie i Suwałkach. Nie sposób stwierdzić kto i  komu wystawił tego rodzaju nagrobek gdyż wnęki w podstawach kolumn zieją pustką. Pozostają legendy i domysły. Jedynie w Janowie widziałem zachowane żelazne płyty inskrypcyjne z otworami po nabitych literach, których jeszcze nie wypatrzyli lokalni złomiarze. Ta metoda "zecerowania" napisów również wskazuje XIX wieczną metrykę pochodzenia. Inną jej odmianą było odlewanie już przygotowanej wcześniej treści napisu, jakie widywałem między innymi na cmentarzach w Jaminach, Chodorówce (Poświętne) czy Dolistowie.

fot. Z.M. Cm. w Sokółce
fot. Z.M. Cm. w Janowie

fot. Z.M. Cm. w Sokółce
                 
fot. Z.M. Cm. w Janowie jeszcze z ozdobnym otynkowaniem

fot. Z.M. Cm. w Janowie i resztki napisu prawdopodobnie z tej kolumny oparte o jej podstawę

fot. Aneta Cich. Cm. w Suwałkach

fot. Aneta Cich. Cm. w Suwałkach

Cm. w Sokółce. Widok pustych nisz po tablicach dziś zarośniętych chaszczami 
Jest też i inna teoria która wg mnie najbardziej do tego typu budowli pasuje i wyjaśnia jej zasadność oraz funkcję. Mianowicie cofając się nieco w mroki historii trzeba przywołać coś takiego jak "latarnie umarłych". Ich pochodzenie sięga średniowiecza i głównie Francji ale nie obce było też Polakom. Zapalanie  ognia na grobach było znane wielu kulturom i właściwie chrześcijaństwo przejęło ten zwyczaj od pogan.  Latarnie takie przybierały najczęściej formę kolumny, słupa na szczycie której palono symboliczne światełko. Ma to o tyle znaczenie że na niektórych zdjęciach jak i badaniach widać ślady używania ognia. Kolumny takie najczęściej pokrywał "hełm", klatka zwieńczona krzyżem w której palono ogień.
Kolumny takie zwane latarniami zmarłych miały charakter symboliczny stanowiący element graniczny między niebem a ziemią, światem żywych i umarłych. Stawiano je między innymi jako ostrzeżenie i przypomnienie przy "cmentarzach epidemicznych", traktach. 
Cytując za artykułem "...Według niektórych badaczy miały służyć do określania miejsca, w którym znajdował się cmentarz lub szpital. Były one przez to szczególnie użyteczne podczas epidemii, kiedy znoszono umarłych lub chorych z okolicznych osiedli. Ich przeznaczeniem było prawdopodobnie też ostrzeganie żywych przed duchami i złymi mocami oraz przypominanie o modlitwie w intencji zmarłych. W podobny sposób rozumowali zasłużeni uczeni, według których latarnie umarłych świeciły na cmentarzach, aby oddać cześć tym wszystkim którzy zostali tam pochowani. Natomiast, zgodnie z wykładnią Kościoła, miały one zwracać uwagę wiernych i przypominać im o modlitwie za zmarłych..." źródło: http://www.gazetarycerska.pl/readarticle.php?article_id=26
Trzeba tu wspomnieć, że są teorie mówiące iż na tym miejscu stał jeden z pierwszych drewnianych kościołów. Jeśli był kościół, to i jedno z pierwszych miejsc pochówku przy starym trakcie. 
Oczywiście sokólskie kolumny pochodzą prawdopodobnie z połowy XIX wieku ale jak wspomina autor cytowanego artykułu zwyczaj stawiania latarni zmarłych na cmentarzach powrócił u Francuzów z początkiem XX, a w Polsce chyba nigdy nie zaginął, zwłaszcza na kresach gdzie obchodzono słynne Dziady  i wiele uwagi poświęcano zmarłym. Czy to rozwiązuje tajemnice? Nie wiem, ale niewątpliwie przywraca nieco zapomniane historie.

Niestety pamięć o ludziach ulega coraz bardziej zapomnieniu, jak wiele grobów rozrzuconych i niszczejących gdzieś po najstarszych częściach cmentarzy. Przecież za każdym wyrytym nazwiskiem kryje się człowiek i jego historia. Nam pozostaje, mimo wszystko powtarzać jak afirmację słowa, które przecież piszemy i przywołujemy na pomnikach, a które mogłyby się stać zawołaniem dla wielu pokoleń regionalistów, historyków i genealogów.

inskrypcja z pomnika w parku w Janowie
Ciekawy link: http://www.bagnowka.com/?m=cm&g=zoom&gal=36&img=49200

Szczególne podziękowania dla Anety Cich i Daniela Paczkowskiego, przewodników turystycznych po woj. podlaskim którzy naprowadzili mnie na trop.

sobota, 26 lutego 2011

Początek. Moja przygoda z genealogią czyli poszukiwania igły w stogu siana

Jako dziecko mieszkając w Sokółce w woj. białostockim na wschodzie Polski byłem przekonany, że nazwisko Mierzejewski jest jedyne w swoim rodzaju.
W Sokółce kilkunastotysięcznym miasteczku gdzie się urodziłem nie było wówczas nikogo o tym nazwisku poza Mną, moją Mamą, Siostrą oraz nieżyjącym Tatą, który jednak zawsze gdzieś był obecny choćby we wspomnieniach.

Zdzisław Mierzejewski [1937-1975]
Jak chyba każdy zwracałem szczególną uwagę na występowanie mego nazwiska gdziekolwiek byłem.
Dziecko wymyśla sobie różne zabawy np. przeszukiwanie książki telefonicznej ze swoim lub śmiesznymi nazwiskami. Wsłuchiwanie się w poszukiwania Pań rejestratorek, w przychodni, bibliotece lub jakiejkolwiek ewidencji, które dla ułatwienia recytowały pod nosem w kolejności alfabetycznej nazwiska z papierowych kartotek. Okazji do wsłuchiwania się było dużo, wszędzie obowiązywały  kolejki, a nawet listy. Ludzie więcej ze sobą rozmawiali i wymieniali się informacjami. Tak bywało w poprzedniej epoce. Dziś wygląda to już inaczej, są komputery, programy, sieci z dostępem do internetu i nieszczęsna ochrona danych osobowych na podbudowie wszechobecnej biurokracji.
Takie wsłuchiwanie się utrwaliło moje fałszywe, jak się później okazało przeświadczenie, że nazwisko Mierzejewski jest rzadko spotykane, nie tak często jak Kowalski, Nowak czy też jakiekolwiek inne. Jako dziecko sądziłem, że wręcz każdy o moim nazwisku musi być ze mną spokrewniony. Wyjeżdżając w wakacje do Grabowa, rodzinnej wsi mego Taty wydawało mi się to bardzo daleko z perspektywy Sokółki i małego chłopca. Dziś zdarza mi się dziennie pokonywać setki kilometrów, a odległości są jakby mniejsze.
Grabowo na północnym Mazowszu to jedyne miejsce gdzie spotykałem innych sobie znanych Mierzejewskich i ze zdziwieniem słuchałem, że gdzieś jeszcze tzn. w bliżej nieokreślonym Kamionowie za Ostrołęką mieszkają jeszcze jacyś. Ale czy Ja - ok.12 letni chłopak mam coś z nimi wspólnego poza nazwiskiem? Chyba tak skoro tu przyjeżdżają, mówi się o nich - rodzina, a przede wszystkim noszą takie same nazwisko jak Ja! Tak sobie wówczas myślałem, ale nie ogarniałem wszystkich koligacji, nie wiedząc nawet, kto jest, kim i dla kogo.
(Wstąpiłem do harcerstwa, aby nauczyć się czytać dobrze mapy, lepiej odszukać na nich te Kamionowo i parę jeszcze innych przydatnych dla chłopca rzeczy)
To były dla mnie pierwsze mimowolne odkrycia związane z nazwiskiem poza tymi z książki telefonicznej, która obejmowała, co najmniej całe ówczesne woj. Białostockie lub Polskę. Nie pamiętam dokładnie. Telefonów było w latach 70 i 80 jeszcze niewiele tym bardziej nie znajdowałem dużo zapisanych "wujków" i "cioć". Dziś jak o tym myślę sądzę, że wynikało to ze śmierci ojca, niepełnej rodziny i tęsknoty. Szukałem naturalnym odruchem obronnym wypełnienia dla pustki, jaką spowodowała śmierć Taty w wieku bez mała 7 lat. Dobrze, że ograniczałem się do znajdowania a nie dzwonienia, bo przeżyłbym wczesne rozczarowanie.
Mijały lata i nabierałem nowej wiedzy i doświadczenia. Coraz częściej, nawet w radiu, prasie, książkach czy TV, ba nawet encyklopedii dowiadywałem się, że istnieją inni Mierzejewscy. Było ich coraz więcej i chyba już wszyscy nie mogli być moją rodziną, bo nie zmieściliby się na żadne przyjęcie rodzinne!? Grabowo też nie było, aż tak duże żeby mogli się z niego wszyscy wywodzić!? Po za tym, dlaczego wszyscy potem wyjechali w różne strony Polski i Świata!? Gdzieś, więc musi być jakieś Mierzejewo - myślałem - skąd się oni wszyscy biorą.
Wciąż się łudziłem pozostając w błogostanie, że jest rodziny, czyli nas, coraz więcej. I wszystko było by pięknie gdyby nie moje zainteresowanie historią, które kazało mi spojrzeć na rodzinę z innej perspektywy. Perspektywy przeszłości i wszystko, co za jej horyzontem się skryło, pozostawało nie widoczne. Któż z nas nie chce zobaczyć tego, co za horyzontem. Jeśli horyzont przesłania mur czy płot to, chociaż znaleźć szparkę, aby wejrzeć na drugą stronę. Człowiek już tak ma w swojej naturze, że wciąż goni i gna w kierunku nieznanego aż do końca, który się pozornie odsuwa. Taką wydłubywaną z mozołem szparką stała się dla mnie genealogia.
Jak to w Polskiej rodzinie przy każdej okazji familijnego spotkania wracało się do przeszłości i wspominaniu tego, co dawniej bywało. Każde spotkanie było dla mnie radością i cierpieniem. Bo z jednej strony słuchałem z zaciekawieniem historii rodzinnych i wspomnień o moim wspaniałym Ojcu, którego nie zdążyłem dobrze poznać.







Z drugiej zaś strony wbijano mi drzazgę w moje małe serduszko nieustannie pytając o moją pamięć o nim. Postawiono mi tymi wspomnieniami wysoko poprzeczkę, której jakoś nigdy nie byłem w stanie dosięgnąć, choć rosłem jak na drożdżach i byłem coraz wyższy. Moja podstawowa wiedza o Ojcu i jego rodzinie budowana była głównie na wspomnieniach o nim, a nie rzeczywistych przeżyciach i doświadczeniach.




Z przekorą sobie myślę, że to może i lepiej dla mojej skóry w dolnej części pleców. Ze skrytego Urwisa, jakim byłem zaczęły wykluwać się własne poglądy, myśli i doświadczenia. Doprowadziły mnie tu gdzie dziś jestem i co sobą prezentuję nosząc dumnie nazwisko Mierzejewski. Jednak nigdy pewnych braków się nie wypełni tak jak nie potrafię cofnąć czasu.

Przychodziły coraz większe rozczarowania życiem i ogromny głód wiedzy tego, co było i skąd się wziąłem? Minął czas zabawy i trzeba było na poważnie się zająć sprawami. Jedną ze spraw było uporządkowanie nagromadzonej latami wiedzy i opowieści rodzinnych. Było to związane z historią, którą przecież od najmłodszych lat lubiłem. Dzieckiem tej bezinteresownej miłości jest między innymi pasja i ta oto strona Mierzejewski Rodzina i Krze o konstrukcji, której pisałem w innym artykule - link. Nie mnie oceniać czy jestem dobrym ojcem ;-)
Moja przygoda z genealogią miała bardzo prosty i precyzyjny plan - odnaleźć przodków, dowiedzieć się, kim byliśmy, skąd przybyliśmy. O naiwności, ty nie masz granic.
Te przedostatnie słowa a`propos zabrzmiały jak tytuł obrazu Paula Paul Gauguin [*1848+1903] "Skąd przychodzimy? Kim jesteśmy? Dokąd zmierzamy?".



Jak dowiadujemy się z  listów Gauguina, obraz powinniśmy "czytać" od prawej do lewej, rozpoczynając od postaci śpiącego dziecka. P. Gauguin napisał, że postacie rozmyślają nad pytaniami o ludzką egzystencję, danymi w samym tytule. Niebieskie bóstwo symbolizuje wszystko, co jest poza naszym światem. Stara kobieta z lewej, bliska śmierci, zrezygnowana akceptuje swój los. Nomen omen sporo kobiet jak na jeden obraz i jedno życie ale i tak bywa.

Wracając do historii rodzinnych. Okazało się nagle, że Grabowo to tylko etap przejściowy, jaki w sztafecie pokoleń przebył mój dziadek ojczysty Piotr i inni przed nim i po nim. Szukam i żałuję, że nie mam żadnego jego zdjęcia, alternatywą są mi zdjęcia jego rodzonych braci z lat późniejszych.
Zmarło mu się młodo, a więc Tato odziedziczył to po swoim Ojcu. Zegar tyka a Ja wciąż tak niewiele wiem. Używając kolejnej przenośni wchodząc w głęboki las napotykałem coraz więcej drzew i to niejednego gatunku. Podszedłem ambitnie i badałem rodziców oraz ich rodzeństwo każdego następnego pokolenia. Pamiętajmy, że każda para w kolejnym pokoleniu wzrasta do kwadratu a więc mamy czworo dziadków, ośmioro pradziadków, szesnaścioro prapradziadków itd. W szóstym pokoleniu, czyli naszych 4 x pradziadków, co wcale nie jest tak dalekie jest już 256 osób nie licząc rodzeństwa i ich małżonków.
W panice zacząłem szukać - wszystkich, aby określić jakoś terytorium swego działania. Tutaj nastąpiła konfrontacja z rzeczywistością i niemal przerażenie. Otóż Mierzejewskich spotykałem wszędzie i nie wszyscy to moja rodzina!? ;-)  To szukanie igły w stogu siana przy mobilności moich przodków i przybywających z każdym pokoleniem nazwisk i postaci.
Początkowo założyłem, że będę zbierał wszystko, co o nich znajdę. Wkrótce wobec ilości informacji okazało się, że nie jestem w stanie. Musiałem wrócić na ziemię i spokojnie podążać za nikłym śladem, jaki zostawili przodkowie. To była pułapka, do której niczym Tezeusz podążyłem za nićmi Adrianny, aby uwolnić innych od „męki” poszukiwań w tym labiryncie, a w którym wciąż tkwię. Podążając śladem trafiłem w końcu do Kamionowa, które okazało się być bliższe, choć przez zaledwie kilka pokoleń, jako etap biegnący z Repk poprzez Suchcice. Jak do tej pory nie myślałem o związkach rodziny ze szlachtą dawnej Ziemi Łomżyńskiej. Jednak drążąc temat Kamionowa otarłem się o Herbarze Uruskiego i Bonieckiego. Nie wykluczam jednak na swej drodze różnych pętli i węzłów, których nie jestem w stanie obecnie rozsupłać.


Wyświetl większą mapę
W ten sposób oznaczyłem trasę wędrówki (swoich) Mierzejewskich na przestrzeni ostatnich ok 200 lat przyjmując metodę regresywną

Tak oto po kilku latach moich naiwnych i wydawałoby się prostych poszukiwań dotarłem do wniosku, że tu nie najważniejszy jest cel, ale droga, jaką pokonujemy w trakcie. Od tamtej pory skupiam głównie uwagę na bezpośrednich przodkach, ale publikując wszystko, co w ich okolicy jest powiązane i pomocne dla innych.

piątek, 28 stycznia 2011

Widoczki z podróży na wschód. Sokółka i okolice

Kochani Blogowicze dopadł mnie zwierz zwany Leniem (w odróżnieniu od JeLenia) w tej Podlaskiej Puszczy, dlatego dziś nic szczególnego nie napiszę. Zostawię te kilka obrazków z okolic Sokółki bez komentarza. Zima, styczeń 2011, -11 stopni C
Jak się wam spodobają zrobię i zamieszczę więcej ! 

Zimowe impresje



Brama wejściowa na Mizar w Bohonikach

Zimowa sanna na prawdziwych saniach

Symbole orientu
Symbole orientu. Bohoniki

                                
                                  Zimowe impresje







Jeden z wielu w regionie wiatraków. Malawicze

Piękna aleja prowadząca na cmentarz od strony kościoła

Stary drewniany krzyż jakich wiele można spotkać przy drogach

Powiększony cm. prawosławny od strony starej części ewangelickiej.

Tajemnicze kolumny na obecnie prawosławnym cmentarzu

Widok tzw. "starego cmentarza" pięknie położonego na wzgórzach sokólskich

Widok kościoła od strony zbiegu ulic Mickiewicza i Białostockiej. Na pierwszym planie pomnik wywiezionych na Sybir

Oryginalna kwadratowa wieża z bramą (dawna dzwonnica) prowadzącą do portalu kościoła

Najstarszy kościół w Sokółce. Parafia powstała w XVI wieku z fundacji króla Zygmunta III. Główną bryłę kościóła zbudowano w 1840-1848 po pożarze drewnianego kościoła w 1796. W latach 1901-1904 uzyskał ostateczny kształt. Portal i otoczenie kościoła wraz z ogródkiem jest znane z trylogii Jacka Bromskiego "U Pana Boga..."

sokólski ratusz nocą który odzyskał swoje znaczenie w latach 90-tych XX

poniedziałek, 27 września 2010

Cmentarze - otwarta księga

"Ojczyzna - to ziemia i groby 
Narody tracąc pamięć - tracą życie". 
C.K. Norwid



Cmentarz jest jak otwarta księga, z której wiele możemy odczytać. Nie wymaga pisania podań, opłat za wstęp, zgody na fotografowanie. Już samo spacerowanie alejkami między nagrobkami może nam udzielić wielu odpowiedzi na pytania, które powinien sobie stawiać każdy poszukiwacz-genealog. Na nagrobkach często zapisane są informacje, których uzyskanie w instytucjach wymagałyby spełnienia wielu formalności lub po prostu dzisiaj ze względu na zniszczone źródła jest już niemożliwe. 
Możemy tu dowiedzieć się o dacie śmierci, czasem o jej przyczynie (zmarł tragicznie, zmarł po długiej chorobie), ile lat osoba przeżyła a tym samym ustalić datę urodzenia, pozyskać niekiedy jedyne ocalałe zdjęcie, właśnie z nagrobka. Jeśli na te wszystkie daty nałożymy wydarzenia historyczne które miały miejsce w tym regionie, a znane nam z historii, wówczas obraz i postacie w nich upamiętnione "ożyją i zaczną przemawiać" do nas. Z czasem stanie się tak, że rok 1914 nie będzie nam się kojarzył jedynie z wybuchem wojny światowej, a śmiercią lub narodzinami naszych przodków. Takie poznawanie historii z perspektywy własnej rodziny, na tle wydarzeń historycznych, określonych datami zapisanymi na nagrobkach wydaje mi się bardziej interesujące.
Z tego też powodu namawiam do odwiedzin na cmentarzach już po zebraniu pierwszych informacji podczas rodzinnych spotkań. Dla tych, którzy nie połknęli bakcyla genealogii można potraktować taki spacer jak wizytę w swoistej galerii, izbie pamięci odeszłych pokoleń.


Pomnik rodz Adasia i Halinki Kossaczewskich
Pomnik sokólskiego proboszcza z 1876 roku

Wiersz nagrobny z XIX wieku

























Piękna żeliwna robota
Tak jak w wielu dziedzinach życia kiedyś, (architektura, rzemiosło) twórczość miała spełniać nie tylko funkcje użytkowe, ale i estetyczne, co można dostrzec także podczas spaceru cmentarnymi alejkami. Podziwiając kunszt rzemieślników, być może niektóre z żeliwnych pomników na sokólskim cmentarzu odlane zostały w okolicach Sztabina, spuściźnie po hrabim Karolu Brzostowskim twórcy Rzeczpospolitej Sztabińskiej.

Powyżej prezentuję kilka zdjęć-przykładów z cmentarza w Sokółce, mojej rodzinnej miejscowości.
Sokółka to miasto na kresach białostockiego ma coś specjalnego i niezwykłego, już sam fakt, że było to miasto wielokulturowe nadaje mu wyjątkowy charakter. Historia tego miasta wymaga oddzielnego wątku. Skupiając się jednak wokół cmentarzy warto wspomnieć, że funkcjonowało ich tam kilka.

Nagrobek z hebrajskimi napisami. Kirkut w Sokółce
Kirkut w Sokółce. stan z ok 1993r


·   Żydowski Kirkut na miejscu gdzie dziś po części stoi szpital. Kirkut zdewastowany z rozkradzionymi nagrobkami, którego elementy wykorzystywano jeszcze długo po wojnie w budownictwie.

· Cmentarz prawosławny z tajemniczymi trzema kolumnami prawdopodobnie z okresu wojen napoleońskich [1800-1815] na tzw. pomiędzydwa które jest miejscową nazwą pochodzącą właśnie od określenia miejsca pomiędzy dwoma cmentarzami.


Kolumny stojące na obecnym cmentarzu prawosławnym. Okres ich powstania to przypuszczalnie ok 1806 rok kiedy ten teren  był po prostu cmentarzem grzebalnym dla katolików, ewangelików i prawosławnych
Z tej strony były zainstalowane płyty mówiące z jakiej okazji i okolicznościach powstał ten pomnik

·   Rzymsko-katolicki cmentarz malowniczo położony na wzgórzach opodal kościoła, od którego prowadzi nań mieniąca się kolorami, zwłaszcza jesienią alejka. Trzeba tu zaznaczyć, iż jeden z pierwszych cmentarzy grzebalnych znajdował się w miejscu gdzie dziś stoi murowany kościół pod wezwaniem Św. Antoniego oraz otaczający go plac. Urodę samej miejscowości jak kościoła i jego okolicy możemy zobaczyć w serii filmów Pana Jacka Bromskiego „U Pana Boga za piecem”, „U Pana Boga za miedzą”, „U Pana Boga w ogródku”

·   Cmentarz ewangelicki, dziś zapomniany i zarośnięty. Przetrwało zaledwie kilka przykrytych niegdyś, darnią nagrobków. Powstał on prawdopodobnie w odpowiedzi na zapotrzebowanie społeczności ewangelickiej, której przybywało coraz więcej już po pierwszym zaborze, kiedy Sokółka przypadła w udziale Prusom oraz w późniejszym okresie (moje przypuszczenia). Kolejna wersja opowiada iż w tym miejscu był zlokalizowany ogólny cmentarz grzebalny, po tym jak w XVIII i XIX wieku zaczęto usuwać cmentarze poza granice miejscowości ze względów sanitarnych. Być może, te malowniczo położone miejsce na wzgórzach sokólskich zapoczątkowane zostało okazjonalnym pochówkiem żołnierzy napoleońskich z kampanii 1806/1807 roku.


Jeden z nielicznych zachowanych nagrobków na dawnym cmentarzu tzw. ewangelickim dziś zniwelowanym i scalonym z prawosławnym.1814 rok
(Ród Michaelisów został osadzony ok. 1717 r do obsługi powstałego szlaku pocztowego, byli urzędnikami pocztowymi)


Ocalałe (wielojęzyczne) nagrobki wydobyte podczas niwelacji terenu wmurowane w okalający mur
fragment pięknego pomnika wydartego z ziemi, 1863 rok, druga połowa XIX w. 

Widok zniwelowanego tzw. cm. ewangelickiego od strony ul. Mariańskiej


  •      Muzułmański Mizar znajdujący się w pobliskich Bohonikach tchnący nieco egzotyką bijącą z odmienności zwyczajów i arabskich liter na niektórych nagrobkach.



"W imię Allaha Miłosiernego, Litościwego"









Mizar w Bohonikach na którym chowani są muzułmanie z całej dawnej Rzeczpospolitej. Proszę zwrócić uwagę w którą stronę zwrócony jest grób, a w którą napis.


  •  oraz liczne miejsca pochówku, jak wiejskie cmentarze oraz miejsca upamietniające żołnierzy walczących o wolność (w tym radzieckich) cokolwiek za tym słowem wolność się skrywało.


Żeliwny pomnik na jednym z wiejskich cmentarz z okolic Sokółki

    
Cm. wojskowy żołnierzy radzieckich w Sokółce

    Na sam koniec perełka, jeśli chodzi o wiek zabytku XVII wiek - rok 1657. Chodzi o przydrożny kamień z wkutym weń krzyżem w miejscowości Bierwicha na trasie Sokółka - Dąbrowa Białostocka, na którym to widnieje takowy napis: "AD 1657 Moskal Litwę splądrował, złamawszy mir wieczny".
    Wg lokalnej legendy kamień był bardzo niepokorny - i rósł a mimo wielokrotnych prób jego zniszczenia ocalał do dziś. Ocalenie swoje być może zawdzięcza "gościnnym" wodom strumienia, w którym polegiwał w trudnych czasach.
Wydobyty w 1921 roku po ostatecznym ukonstytuowaniu się granic i odzyskaniu niepodległości pojawiał się i znikał, aby przypominać o krzywdach.




Rosjanie po 17 września 1939 roku podjęli się próby wysadzeni go, stanęło jednak na tym że, został ponownie zepchnięty do strumienia poniżej. Wydobyty po raz kolejny przez Niemców w 1941 roku trwa do dziś. Jego powstanie wiąże się z "Potopem Szwedzkim”, kiedy to osłabioną wojnami Rzeczypospolitą Obojga Narodów najechały wojska rosyjskie grabiąc, plądrując i mordując. Swoją drogą jest to jeszcze jeden dowód na to jak historia zatacza krąg i lubi się powtarzać.



Baner 720x300

create your own banner at mybannermaker.com!
Copy this code to your website to display this banner!