wtorek, 17 maja 2011

Land Record of Franciszek Orbik farm # 57, 1932.[Scalenie gruntów w Starym Tajnie z 1932]

poniedziałek, 16 maja 2011

Orbik family helped establish Krasnopol [Orbikowie przyczynili się do powstania Krasnopola]


Za stroną http://www.krasnopol.pl/index.php?id=5
Maciej Ejsmont tak pisze w 1770 roku w dokumencie dotyczącym założenia Krasnopola o jego powstaniu: "Z władzy generalnego nad dobrami J,K.M. stołowymi WXL administratora J.W.J.P. Tyzenhausa podskarbiego nadwornego WXLit mając zlecenie w puszczy JKM leśnictw perstuńskiego i przełomskiego zgodne lasy do gruntu wyrobienia wedle przysad miastom i wsiom użytecznym z umówioną wolnością ludzi siedlić, więc mocą danej mi władzy upatrzywszy miejsce z obszernością z dobroci gruntu, z odległości od miasteczek targowych podobnych do zafundowania miasteczka w uroczysku Opidemie, wynoszące do włók 85, oprócz zajmiska placów i morgów 300 nad Pawłówką na pastwiska zastawianych oraz częścią dąbrowy od jeziora Gremzdów leżącej, w ograniczenie miejskie nieinkludowanej ku wygodzie lasem zastawionej na dąbrowie przy trakcie z Suwałk oraz Wygier do Sejn idącym, na obranym z konsydercyją miejscu uplantowawszy ulice, oznaczywszy rynek, porznąwszy place tudziel w grunciech zadeterminowawszy poletki co jaśniej jest opisane w plancie geometrycznej (tj. na planie) pozwoliłem mężom Antoniemu Sobotkowskiemu, Adamowi Kwiat­kowskiemu, Krzysztofowi Wysockiemu, Stefanowi Wyszomierskiemu, Szymonowi Węgromnowiczowi (Węgrzynowiczowi), Wojciechowi Wysockiemu, Józefowi Borkowskiemu, Jędrzejowi Buczyńskiemu, Wojcięchowi Hancowi, Janowi Orbikowi, Maciejowi Niewiadoms­kiemu, Kazimierzowi Niewiadomskiemu, Danielowi Korkowskiemu (Czurkowskiemu ewentualnie Ciurkowskiemu), Jędrzejowi Sako­wiczowi, Piotrowi Popowiczowi, wdowie Wysokoroskiej, Janowi Rogowskiemu, Mateuszowi Chmarze, Bartłomiejowi Żurowickiemu, Stefanowi Preczkajle, Janowi Chrapowickiemu, Marcinowi Póź­niakowi, Maciejowi Późniakowi, Michałowi Grzedzińskiemu, Stefanowi Janowiczowi, Janowi Żmoydzinowi, Kasprowi Jeleńs­kiemu, Józefowi Hołońskiemu jako i innym szukającym i w. póź­niejszy czas szukać mogącym potrzebnej osiadłości na tych miejscach krzewić się, budynki dobre porządkiem ulic budować, cegielnie na murowanie kominów mieć place, grunt według obwodnicy komorniczej wyrabiać, dzieląc obywatel ów na dwojaki rodzaj, iżby w jednym znajdować się mieli ci, którzy na placach osiedliwszy się włócznego gruntu używać zechcą, w drugim, którzy kontentując się samemi placami i protekcyją zwierzchności ekonomicznej na onych erygowawszy swoim kosztem budynki z samych handlów lub rzemiosłem bawić się będą. Pierwszego rodzaju ludzie przy' placach, las na grunt włóczny, prędzej mieć mogą dla siebie sposób z gruntu i do żywności i wszelkich erygowania budynków z tymi umówiona wolność do lat pięciu. Drugiego rodzaju, że na placach budować się swoim kosztem powinni, deklarowana wolność do lat ośmiu z warunkiem, iżby wszyscy, którzy się mają szczycić obywatelstwem, na wyrażonym de super uroczysku Opidemie założonego, miasta Krasnopol nazwanego za szczęśliwego panowania Najjaśniejszego Króla J.M. Stanisława Augusta, pana naszego najmiłościwszego w zamierzo­nych wolności uciech, budynki mieszkalne, modelem pruskim z szczytami u wierzchu załamanymi w wielkości według wydanej miary lub też większe (aby tylko nie mniejsze pod strafem i utratą siedliska) oraz zabudowanie wszelkie inne jako też porządne ulice i placów wygodzenie, sadów, chmielników zasadzenie po gos­podarsku, niepretendując od skarbu żadnej płaty wystawić, lasy na grunt i łąki sposobne i zgodne we wszystkich trzech poletkach według swojego ograniczenia wyrobić są zobowiązani. Do zabudowania wyżej opisanych budowisk obywatelom obydwóch rodzajów wszelkie drzewo jest wolne, nie tylko z obrębów własnych, ale (gdyby onych nie stało) z przyległej puszczy J.K.M. leśnictwa przełomskiego, bez żadnej płaty ni od kogo, same tylko dęby, etium w graniczeniach miejskich znajdujące się zdrowe, zgodne do budów i klepki od wycinania jako i wszelkiego drzewa łubów, łyk bezugajnie za granicę w dobra kollatoralne wywożenie, bądź jakomymkolwiek sposobem i pretekstem waruje się pod strafami za dowiedzeniem ordynacją łowiecką opisanymi, zakazuje si.ę gminowi całemu pilne przestrzeganie i czułość.

Warto też z tego i dalszych powodów zacytować cały załącznik do tegoż dokumentu:

"Adnotacyja słobody objętej mieszczan Krasnopolskich Primo z roku 1770 od dnia 24 Junii na placu rynkowym Antoni Suborniski, na placach ul. Rudomińskiej Daniel Czurkowski, Jerzy Sakowicz, Piotr Popowicz, Jan Rogowski, Bartłomiej Makarewicz i Stefan Preczkayło. Na placach ul. Sejneńskiej - Michał Grzędziński, Maciej Późniak.

Secundo z roku 1771 od dnia 24 Junii na placach rynkowych Jan Chrapowicki, Maciej Krotoszyński, Maciej Januszkiewicz. Na placach ulicy Rudomińskiej Maciej Pawlukiewicz. Na placach ulicy Sejneńskiej Jerzy Kierszewicz, Stefan Rupiński, Józef Dyciewski, Wojciech Dyciewski, Marcin Późniak. Na placach ulicy Wigierskiej Kasper Możeykanis.

Tertio z roku 1772 od dnia 24 Junii na placach rynkowych Symon Węgżynowicz, Tomasz Szymański, Wojciech Wysocki, Janski, Krzysztof Wysocki. Na placach ul. Jeglińczańskiej: Marcin Orbik, Wojciech Hanc, Bartłomiej Hanc, Andrzej Buczyński, Wawrzyniec Sokołowski, Jan Cikowski. Na placach ulicy Rudomińskiej Symon Orbik, Tomasz Daniłowicz, Antoni Leymoński. Na placach ulicy Sejneńskiej - Antoni Bochowski.

Qarto z roku 1773 od dnia 24 Junii na placach rynkowych: Jan Krzywicki, Stefan Tomkiewicz, Stefan Nowaiski. Na placach ulicy Jeglińczańskiej Jerzy Toczyłowski, Józef Dziekliński, Wojciech Laskowski. Na placach ulicy Rudomińskiej - Kazimierz Paszkowski, Maciej Kwadrowski, Paweł Jankowski. Na placach ulicy Sejneńskiej Antoni Walikiewicz, Jan Misiukiewicz, Maciej Gremziański, Krzysztof Jasiński. Na placach ulicy Wigierskiej - Michał Chbmicz. Connotatur Antonio Wołkowycki - rachmistrz".

Do roku 1780 zasiedlenie Krasnopola i okolic nie było największe, gdyż ziemie obecnej gminy były porośnięte lasami za wyjątkiem okolic jeziora Długiego z Krasnem i Krasnopolem i około 10 km2

zasiedlonego Jeglińca. Z notatki rachmistrza Wołkowyckiego widzimy, jak stopniowo odbywało się przyjmowanie już wcześniej (przed rokiem 1770) wymierzonych placów i osiedlanie się mieszczan. Nazwiska niektórych z nich wskazują na obchodzenie z Augustowa (Dyciewski - Dyczewski, Orbik, Krzywicki), z drobnej szlachty mazowieckiej i podlaskiej, są też nazwiska ruskie i litewskie. Nie wszyscy z tych pierwszych osadników utrzymali się w Krasnopolu. Niektórzy mogli przenieść się do innych miast, inni nie mając potomków płci męskiej, nie przedłużyli trwania nazwiska.

niedziela, 15 maja 2011

Anna Noruk z Jaziewa

Wstęp

Ten artykuł, autorstwa Pana Daniela Paczkowskiego  jest wynikiem poszukiwań jakie niezależnie czyniliśmy, chcąc zgłębić przeszłość naszych rodzin. Był dla mnie podstawą tezy że Norukowie wywodzili się, w znanej mi historii tej rodziny z Jaziewa, parafii Jaminy.
Moim subiektywnym zdaniem podobieństwo Anny Noruk do innych kobiet z tej rodziny w szczególności mojej babci Władysławy oraz jej siostry Apoloni Noruk jest uderzające.




Anna z Noruków

Kiedyś, jeszcze przed rozwodem, starałem się badać równolegle, genealogię mojej, obecnie byłej małżonki. Materiały zebrane przeze mnie być może posłużą kiedyś naszym dzieciom, jeśli będą się, choć trochę interesować historią rodzinną. Anna Jatkowska z Noruków była prababcią mojej małżonki. Niestety nie udało mi się zbadać dokładnie jej losów. Opierałem się głównie na nielicznych relacjach członków rodziny, którzy ją pamiętali. Nie wiem, kiedy dokładnie się urodziła. Mogły to być lata 80-te XIX wieku. Rodzice mieli na imię Piotr i Weronika. Pochodziła z małej wioski Jaziewo, położonej niedaleko Sztabina, nieopodal Biebrzy -rzeki nadającej rytm życiu mieszkających tam ludzi. Jej życie raczej nie było lekkie, naznaczone zostało wojną i utratą najbliższych. Po ślubie zamieszkała wraz z mężem Wincentym Jatkowskim w Augustowie. Urodziła sześcioro dzieci: dwóch synów i cztery córki.




Na początku II wojny światowej straciła syna Aleksandra. Z relacji rodzinnych wynika, że został aresztowany przez NKWD i nigdy z nieludzkiej ziemi do domu nie powrócił. Kiedyś znalazłem nazwisko Aleksandra w Indeksie Represjonowanych Ośrodka KARTA, instytucji niezmiernie zasłużonej dla odkrycia nieznanej i niebadanej oficjalnie po 1945 roku historii Polski. Imię ojca się zgadzało, miejsce urodzenia również. Postanowiłem zainteresować się sprawą Aleksandra. Ośrodek KARTA, do którego zwróciłem się, poradził mi, abym próbował zdobyć dokumenty z terenu dzisiejszej Białorusi przez Konsulat RP. Napisałem list do placówki w Grodnie i o dziwo, po około trzech miesiącach otrzymałem pocztą obszerną kopertę, zawierającą pismo przewodnie i kopię dokumentów, wskazujących, że Aleksander został aresztowany 5 października 1940 roku przez NKWD przy próbie nielegalnego przekroczenia granicy pomiędzy III Rzeszą, a ZSRR, wraz ze swym towarzyszem, który był ścigany przez sowiecką milicję. 12 maja 1941 roku został skazany na trzy lata łagru. Został zrehabilitowany na podstawie przepisów Republiki Białoruś 28.12 1995 roku.
Zły los spotkał też męża Anny, Wincentego. Zginął pod koniec II wojny światowej. Jego ciało znaleziono po roztopach wiosennych 1945 roku w rowie przy drodze z Augustowa do Wójtowskich Włók. W czasie, gdy zaginął, Wójtowskie Włóki znajdowały się po jednej stronie frontu, zajętej przez wojska niemieckie, a Augustów po stronie sowieckiej. Pochowany został na cmentarzu w Augustowie. Próbowałem odnaleźć jego nagrobek kilka lat temu, ale nie udało mi się, a pewności, że się zachował do dziś nie mam.
Anna po wojnie zamieszkała przy jednej z córek w Zawidowie, w oddaleniu od rodzin pozostałych dzieci. Odeszła w wigilię świąt Bożego Narodzenia 1963 roku.
Dziękuję Panu Zbigniewowi Mierzejewskiemu za propozycję napisania powyższego artykułu. Jak już pewnie czytelnicy bloga wiedzą, korzenie Pana Zbigniewa sięgają w jednej z linii właśnie Jaziewa koło Sztabina i rodziny o nazwisku, Noruk. Niestety, jak dotychczas nie wiadomo, w którym pokoleniu linie Pana Zbigniewa i Anny z Noruków zbiegają się ze sobą, (Jeśli się zbiegają, co jest bardzo prawdopodobne).

sobota, 14 maja 2011

Earliest Orbik records in Bargłów-Kościelny Parish [Najstarsze zapisy metrylane o Orbikach w parafii Bargłów Kościelny]

Parish Records from Barglow Koscielny also show Orbiks starting in 1680.
W księgach metrykalnych parafii Bargłów Kościelny występują Orbikowie od 1680 roku
In the 1680s and 90s, there were 5 adult Orbiks in Barglow Koscielny parish, all in Tayno: Tomas Orbik, Andreas Orbik, Jakob Orbik, Albertus Orbik, and Anna Orbik.
W 1680 i 1690s, było 5 dorosłych osób o nazwisku Orbik w księgach parafii Bargłów Kościelny, wszystkie w Tayno: Tomas Orbik, Andreas Orbik, Jakob Orbik, Albertus Orbik, Anna Orbik.

Tomas Orbik and Zophia
Birth in 1680 of Tomas Orbik, son of Tomas Orbik and Zophia. Record 47.
Birth in 1680 of Simon Orbik, son of Tomas Orbik and Zofia. Record 160.
Birth in 1684 of Laurentis Orbik, son of Tomas Orbik and Zofia. Record 227.
Birth in 1685 of Joannes Orbik, son of Tomas Orbik and Zofia. Record 449.
Birth in 1684 of Marianna, to Christofer Wibicki and Anna Orbik - Record 269.

In 1680 Andreas Orbik was a witness to a marriage. Record 123.
W 1680 Andreas Orbik był świadkiem małżeństwa.
In 1693 Anna Orbik was a witness to a marriage. Record 269.
W 1693 Anna Orbik była świadkiem małżeństwa.

Jakob Orbik and Nastasia
Birth in 1680 of Mathias son of Jakob Orbik and Nastasia. Page 15-Record 103
3 May 1683, Birth of Anna, daughter of Jakob Orbik and Nastasia - Record 218.

Adalbert Orbik and Marianne Klimont
Birth in 1678 of Zofia daughter of Adalbert Orbik and Marianne-Record 332.
Birth in April 1689 of Kristopher Orbik, son of Adalbert Orbik and Marianne.
Birth in 1708 of Marianna Orbik, daughter of Albertus Orbik and Marianna Klimont.

Martin Orbic birth in 1619 in Jadeszki, par. Dolistowo

Orbik spelled Horbik. [Orbik czyli Horbik i zagubione "H"]

1631 Mathia Orbyk de Jadeszki as witness. [Zapis z 1631 r. Mathia Orbyk de Jadeszki czyli Maciej Orbyk z Jadeszek jako świadek]

Birth 1635 of Margaret Orbik. [1635 r. urodziny Margaretam Orbik czyli Małgorzaty]

Earliest Record Book in Dolistowo Parish. [Jedna z najstarszych ksiąg metrykalnych z parafii Dolistowo]



Księgi chrztów w parafii dolistowskiej:
1. 23 III 1617 - 30 XII 1640 r.
2. 19 IX 1641 - 18 VIII 1666 r.
3. 19 IX 1666 - 24 XII 1706 r.
4. 2 I 1707 - 15 IX 1718 r.
5. 24 IX 1718 - 18 VIII 1727 r.
6. 18 VIII 1727 - 30 XII 1736 r.
7. 22 I 1737 - 29 XI 1750 r.
8. 30 XI 1750 - 6 XI 1770 r.
9. 7 XI 1770 - 13 V 1785 r.
10. 3 XI 1785 - 16 III 1798 r.

Księgi ślubów w parafii dolistowskiej:
1. 3.I 1616 - 20 V 1666 r.
2. 11 VI 1666 - 2 I 1688 r.
3. 28 X 1688 - 1 II 1710 r.
4. 1 II 1710 - 25 X 1744 r.
5. 25 X 1794 - 3 II 1782 r.
6. 9 II 1782 - 23 X 1821 r.

Księgi zmarłych w parafii dolistowskiej:
1. 5 III 1751 - 10 IX 1785 r.
2. 20 IX 1785 - 31 I 1804 r.

Najstarsza z ksiąg chrztów w latach 1619-1623 odnotowała 830 chrztów. W ciągu tego pięciolecia były to chrzty z miejscowości:
Dolistowo - 233,
Zabiele - 111,
Jaświły - 90,
Mociesze - 54,
Smogorówka Mała - 50,
Mikicin - 41,
Jatwieś wieś - 33,
Jadeszki - 32,
Wroceń - 32,
Smogorówka wieś - 31,
Jaruszi (?) - 23,
Moniuszki - 21,
Jatwieś Mała - 16
Jagłowo 12,
Kopytkowo - 10,
Jatwieś Wielka - 9,
Pólkowo - 9,
Dzięciołowo - 7,
Jasionowo 7,
Smogorówka Duża - 4,
Szaciły - 2,
Mukowozy - 1,
Gile - 1,
Radziłowo - 1.

Przeglądając księgi metrykalne zwracają uwagę miejscowości rzadko pojawiające się, o nazwach zanikłych: Kisla, Mogilice (vel Mogilia), Mukowozy, Budy na Grądach.

ten fragment pochodzi z ksiązki Józefa Maroszka "DZIEJE OBSZARU GMINY JAŚWIŁY DO KOŃCA XVIII WIEKU"

Zdjęcie i autorstwo Jay Orbik
uzupełnił post o wykaz metrykaliów: Zbyszek Mierzejewski

Earliest Record Books of Dolistowo Parish. [Najwcześniejsze Księgi Metrykalne z Parafii Dolistowo]



Księgi chrztów w parafii dolistowskiej:
1. 23 III 1617 - 30 XII 1640 r.
2. 19 IX 1641 - 18 VIII 1666 r.
3. 19 IX 1666 - 24 XII 1706 r.
4. 2 I 1707 - 15 IX 1718 r.
5. 24 IX 1718 - 18 VIII 1727 r.
6. 18 VIII 1727 - 30 XII 1736 r.
7. 22 I 1737 - 29 XI 1750 r.
8. 30 XI 1750 - 6 XI 1770 r.
9. 7 XI 1770 - 13 V 1785 r.
10. 3 XI 1785 - 16 III 1798 r.

Księgi ślubów w parafii dolistowskiej:
1. 3.I 1616 - 20 V 1666 r.
2. 11 VI 1666 - 2 I 1688 r.
3. 28 X 1688 - 1 II 1710 r.
4. 1 II 1710 - 25 X 1744 r.
5. 25 X 1794 - 3 II 1782 r.
6. 9 II 1782 - 23 X 1821 r.

Księgi zmarłych w parafii dolistowskiej:
1. 5 III 1751 - 10 IX 1785 r.
2. 20 IX 1785 - 31 I 1804 r.

Zdjęcie i autorstwo Jay Orbik
uzupełnił: Zbyszek Mierzejewski

Some records are in poor condition,,, [Niektóre księgi są w złym stanie]

Jadeszki Today! [Jadeszki dzisiaj!]


niedziela, 8 maja 2011

Another Document about Karol Noruk. [Jeszcze jeden dokument i Karol Noruk]


Fond 219 Jail in Suwalki c.n. 23, 25 , 28
sygnatura 28 , strona 19
Letter on 1 Nov 1854, from Augustow Gubernia , Treasury Department , Legal Section, to the Supervisor of the jail tower in Suwałki in reference to the Wojt of Dembowo community’s letter of 22 Sep / 4 Oct, number 666 that informed that all mentioned persons were delivered into custody:
1. Jan Kruze ,
2. Karol Norak , (Noruk?)
3. Wojciech Krakowski (Krukowski?),
4. Pawel Krukowski,
5. Maciej Judycki,
6. Francisek Olszewski ,
7. Michal Siemion ,
8. Michal Paworowski ,
9. Piotr Szumski

piątek, 6 maja 2011

Karol Noruk






































Jay wrote:
I just found this 1855 document with the Noruk name on it. It is a document from the Augustow Gubernia Office. It was found in the Suwalki State Archives, Call Number 219, sygnatura 23, page 173.

Many Thanks Jay!

Jak widać są już pierwsze informacje i odpowiedzi na mój apel napływające od kuzyna Jay Orbika z USA.

Treść dokumentu:
Rząd Gubernialny Augustowski.
Wydział Skarbowy,
sekcya uprawna Nr2386/1167 z dnia 14/26 stycznia 1855r. 
M. Suwałki
Do Nadzorcy domu osadzeńców w wieży w Suwałkach


Powziąwszy wiadomość?
z rapportu Wójta Gminy Dęb
owo z dnia 24 grudnia/5 stycznia r.b:
Nr 492 i nadesłanie do Nad
zoru.-
1. Karola Noruk
2. Macieja Judyckiego
3. Franciszka Olszewskiego Rząd 
Gubernialny w odwołaniu się
do rozporządzenia swego z
dnia 21 sierpnia/2 września z Nr 48926/26057
poleca Nadzorcy aby na
verte

Jest to niepełny dokument w którym mowa o Karolu Noruku, prawdopodobnie syn Antoniego i Małgorzaty z Samoyłów, zamieszkały w Jasionowie opodal Polkowa, Jaziewa gminy Dębowo.
Jak do tej pory nie ustaliłem ścisłych powiązań z moimi Norukami. Jednak sąsiedztwo i nazwiska występujące w aktach obydwu rodzin wskazują na pokrewieństwo być może oparte na pokoleniu wstecz. Wg mojej tezy może to być np. brat Mathiasa Noruka urodzony około 1802-1808 roku
Wówczas sołtysem w Jaziewie był wymieniany na powyższym zdjęciu w poz.2 Maciej Judycki, której to przedstawiciele rodziny z Polkowa byli potem spokrewnieni z Norukami.
Bardzo proszę wszelkie osoby które mogą wnieść coś nowego, czy to do samego dokuementu lub dot. nazwiska Noruk o kontakt na adres email podany w prawym górnym rogu bocznego paska, "Księgi Moich Gości" lub komentarz na blogu.

Informacje uzupełniające z mikrofilmu  zdeponowanego w AP SUWAŁKI.
W aktach parafii Jaminy na str 23, poz 4 z 1827 widnieje akt ślubu Karola Noruka z Panną Karoliną c. Michała i Marianny z Mitrosów (Mitrosz?) na Wrotkach zamieszkałych.
W aktach zgonów znalazłem na str 25 z 26.12.1826 zgon Agnieszki Noruk c. Antoniego i Małgorzaty. Z zapisu wynika że Karol Noruk był jej bratem rodzonym. Świadkami byli Antoni Krysztopa l.40, Bartłomiej Wiszniewski l. 50, Wojciech Joka l.50, Dominik Litwiński l.45
Wg mnie wielu mieszkańców Wrotek osiadło potem w Polkowie, Jasionowie i Kopytkowie. Miejscowości te
podobnie jak Tajenko i Orzechówka należały do gminy Dębowo.
Niestety wieś Jasionowo podczas II wojny światowej została spacyfikowana i dziś praktycznie nie istnieje poza kilkoma zabudowaniami natury agroturystycznej. Więc jak sądzę nie ma nawet kogo zapytać o Noruków z Jasionowa.
Z.M.

Wymierający Ród rodziny Noruk z Jaziewa



Minęła Wielkanoc 2011. Czas spotkań przy stołach, opowieści rodzinnych i snucia planów na przyszłość. To czas, w którym, składamy sobie życzenia, czas spotkań w rodzinnym gronie z dawno niewidzianymi osobami, choćby na ekranie komputera, czy usłyszenia w słuchawce telefonu. Takie życzenia i rozmowy stały się dla mnie inspiracją do napisania tego artykułu o wymierającym rodzie Noruk z Jaziewa, który w mojej genealogii i opowieściach rodzinnych zajmuje ważne miejsce.
Jestem powiązany z rodziną Noruk poprzez babcię macierzystą - Władysławę Orbik zd. Noruk [1902-1984]. Tak już jest, że pewne matrylinearne, czyli żeńskie linie mojego wywodu odgrywały znaczącą rolę w momencie, gdy męscy przedstawiciele linii patrylinearnej-męskiej umierali młodo osierocając swoich potomków.
Ostatni, znany mi męski przedstawiciel tego rodu w kraju, wujek Edward Noruk [1935-2004] zmarł w chorobie kilka lat temu, pozostawiając po sobie żonę i dwie zamężne córki. Wujek Edzio, bo tak go nazywaliśmy, jak wielu męskich przedstawicieli rodziny Noruk, był żywym komentatorem wydarzeń politycznych, osobą dość apodyktyczną i autorytarną żyjącą w zgodzie z rodzinną tradycją.
W tym rodzie kobiety były skazane na rolę drugoplanową, dlatego też moja babcia tak długo zwlekała z zamążpójściem a "Ciocia Polcia" [właściwie babcia cioteczna Apolonia Noruk [1908-1981] nigdy nie wyszła za mąż, pozostając przy rodzinie swego brata do końca swoich dni. Decyzja babci Władysławy o zamążpójściu prawdopodobnie nie miałaby szans na realizację gdyby nie zgoda brata Jana Noruka [1895-1973], który miał wiele sióstr. Każdy ślub jednej z nich groził uszczupleniem ziemskich zasobów rodziny lub pomniejszeniem majątku z którego trzeba było uposażyć siostry. 
Okres powojenny dawał dla rodziny Noruk szansę na przetrwanie. Niestety wówczas śmierć zebrała swoje żniwo, głównie wśród męskich potomków. W tej rodzinie także wiele osób umierało młodo, nie zawsze z przyczyn naturalnych, zwłaszcza męskich przedstawicieli, jedynie kobiety przetrwały dożywając sędziwego wieku a i to nie wszystkie. Norbert Noruk [1932-1952],  Zyta Noruk [1942-1963], Stanisław Noruk {1963-1963], Janusz Noruk [1965-1968]. Mariusz Noruk [1971-1971]
Ochotnicza Straż Pożarna w Jaziewie, w środku z numerem 27 - Jan Noruk
Norukowie byli zawsze zaangażowani w życie polityczne, społeczne i patriotyczne naszego kraju. Legenda głosi, że jeden z przedstawicieli rodu chodził do króla z petycją, być może chodzi tu o taki zapis jak ten z 15 XI, 1796 kiedy włościanie kwatery Jamińskiej, klucza Ostrowieckiego w Amtcie Grodziskim zwracają się do kamery z prośbą o interwencję w sprawie wolnego wstępu do lasu i ulgi w podatkach; rkps; pol.; sygn. 1163; k.1.Jaminy. Niestety nie dotarłem do materiałów źródłowych dot. tych wydarzeń.
Najstarszy jak do tej pory ustalony przodek Maciej vel Mateusz Noruk [ok.17??-18??] widnieje na listach, jako skazany i zesłany za pomoc w Powstaniu Styczniowym. W książce "Zesłańcy Powstania Styczniowego z Królestwa Polskiego" w opracowaniu Zofii Strzyżewskiej są listy skazanych za udział i pomoc w powstaniu gdzie, na str. 116 poz. 137 widnieje Noruk Mateusz 10: 1324, co przy łacińskim zapisie Mathias może równie dobrze znaczyć Maciej co i Mateusz. Wszystko to wymaga jeszcze dokładniejszego zbadania, a materiały, jeśli nie w AGAD mogą być rozrzucone w archiwach Białoruskich, Rosyjskich lub Litewskich a nawet Ukraińskich.


Akt małżeństwa Macieja Noruka z Teresą Haraburda. 26.12.1821 r

Z zesłania tego Maciej vel Mateusz podobno wracał na piechotę przez blisko 2 lata. Jego potomek Jan Noruk, brat rodzony mojej babci Władysławy Noruk był zaangażowany w działalność organizacji strzeleckiej w okolicach, współzałożenie Ochotniczej Straży Pożarnej w Jaziewie, prowadzenie punktu bibliotecznego i rozwoju czytelnictwa w czasach, gdy na wsi dominował analfabetyzm. Sam ukończył 7 klas szkoły powszechnej, co na ówczesne czasy w środowisku wiejskim było b. dobrym wykształceniem.
Wg opowieści rodzinnych wybuch II wojny światowej zaprzepaścił potomkom rodziny Noruk szansę na darmowe wykształcenie, jakie gwarantowało niepodległe państwo Polskie za wkład Noruków w uzyskaniu niepodległości. Ojciec Jana Noruka i Władysławy - Antoni Noruk [1867-1926], w okresie międzywojennym był zaangażowany w komasację ziemi, co przypłacił zdrowiem, a w konsekwencji życiem. Ugodzony nożem podczas awantury o nowe podziały ziemi nigdy nie wydobrzał i zmarł wkrótce potem. Trzeba pamiętać, że ziemia wówczas była na wsi dobrem największym, które rozpalało emocje. W tym okresie rodzina Noruk przeniosła się ze wsi na kolonię budując tam swoje nowe siedlisko, palone dwukrotnie podczas II wojny światowej (ostatni raz ok., 22.06.1944 kiedy spalono 20 zagród koloni Jaziewo oraz wieś Polkowo). Wspomnienia tych wydarzeń pozostały długo w pamięci, a potwierdzenie tych nowy podziałów ziemi odnalazłem w Nr 21 Białostockim Dzienniku Wojewódzkim z 31 października 1938 r., w Dziale Urzędowym na str. 893


Lista mieszkańców okolic Jaziewa których ziemie skomasowano

Noruk to bardzo oryginalne i rzadkie nazwisko, które wg danych z początku XXI wieku nosiło w Polsce jedynie 19 osób. Można, więc przypuszczać, że tak niewielka populacja musi być ze sobą spokrewniona. I tu zaczynają się historie i zagadki wymagające głębszego zbadania. Może ktoś z czytelników zechce pomóc i wniesie coś nowego?
Okazuje się, że prawdopodobnie, co najmniej połowa z 19 osób wywodzi się z innej linii niż moja, a z kolejną czwartą częścią, nie znajduje jak do tej pory ścisłych powiązań, choć jej ślady zawsze prowadzą do Jaziewa, Jasionowa, Wrotek lub najbliższych okolic po tej stronie dawnej granicy zwanej Rusinami dla odmiany od Mazurów zamieszkałych po drugiej stronie kanału.
Nazwisko to mogło ulegać zmianom na przestrzeni dziejów, choćby poprzez transkrypcję z gwary lub łaciny na polski a potem cyrylicą na rosyjski. Tłumaczyć też może zamianę "a" na "o". Sama etymologia nazwiska jak wykazała korespondencja ze znawcami tematu wskazywać może na pochodzenie z tzw. Rusi Czarnej lub Czerwonej gdzie sufiksu -uk/-juk i –enko używa się dla określenia "maleńki", syn maleńkiego lub uczeń. Dla przykładu podaję tu nazwiska o podobnym pochodzeniu i końcówką np. Tkaczuk, Bondarczuk, Fiedorczuk itd.
Szukając znaczenia oryginalnego nazwiska spotykałem się z taką etymologią: 
1) radlica, część radła drewnianego, które wchodzi w ziemię, fragment ostrza pługa lub motyki
2) nazwisko może także wywodzić od nazwy osobowej Naroz, ta od naróg
3) słup graniczny, (zob. K. Rymut, Nazwiska Polaków, t. II, s. 139), także „wnętrzności sarny albo jelenia” (zob. tzw.Słownik warszawski, t. III, s. 151).

Jeszcze inne ciekawe wyjaśnienie podesłał mi Pan Jerzy Aftanas z portalu www.genealodzy.pl
"Słownik gwar polskich" Jana Karłowicza z 1908 roku i tam ze zdumieniem odczytałem taki zapis: 'nor = borsuk, norek = człowiek a. zwierze bardzo zmoczone'. Czyli z gwary mógł być przyjęty i taki źródłosłów.

Potencjalną podstawę nazwiska stanowi także rzeczownik nora, czyli:
1. podziemna kryjówka zwierzęca, jama,
2. nurt (zob. tzw. Słownik warszawski, t. III, s. 406)
Etymologia związana z okresem osadnictwa w okolicach Czerwonego Bagna i Biebrzy mówi także o źródłosłowu od ptaka potocznie zwanego Nurem.

Znalazłem kiedyś coś takiego w internecie w pracy Pana Eugeniusza Żuka:
"Nurka bierze początek koło wsi Jaginty, na szerokich od 1 km bagnistych łąkach (Tak rz. Nurka ma swe źródła tzw. „Alesznik” - nieopodal (ok. 0, 5 km) od obecnej granicy Polski z Białorusią. (Obecnej - tzn. w maju 2001 roku). Nurka wypływa z łąki będącej własnością Ob. Henryka Odyńca syna Wincentego („Odnarukaho”). Obecnie rz. Nurka to „wyprostowany” rów melioracyjny plus dwa rowy melioracyjne - boczne - lewy i prawy. Łąki jagintowsko - chorużowskie zostały zmeliorowane po II wojnie światowej - aż do łąk „Zaścianki” - należące do Jagint." 
To odkrycie nasunęło mi nowe inspiracje, co do pochodzenia tym bardziej, że były one zgodne z kierunkiem oraz pozostałymi "znaleziskami" np Rozalią z domu Noruk w aktach metrykalnych parafii Dąbrowa Białostocka.
Na zapisy odnośnie wędrówek Noruków vel Naruków do późniejszego gniazda rodziny natrafiłem w książce pt "Studia i materiały do dziejów Pojezierza Augustowskiego" gdzie spotkałem takie zapisy:
"Inwentarz z 1712 r. informuje, że miasto Lipsk spustoszało przez powietrze, rynek jego w dalszym ciągu stał pusty (tak jak w 1679 r.- tylko jeden dom). Okoliczne wsie także były częściowo spustoszone. O wsi Prolejki rewizorzy napisali, że dlatego spustoszała, ponieważ leżała "na szlaku przechodzącego żołnierza". Wsi Markowce, bardzo zrujnowanej, zmniejszono znacznie ciężary, aby poddani z niej się do reszty nie porozchodzili. Szwedzi zrujnowali dwór w Kamiennej i narobili dużo szkód również w Puszczy Nowodworskiej i we wsiach leśnictwa. Powietrze dotknęło mieszkańców Dąbrowy. Częściowo wymarli też bartnicy z Kamiennej, Osmołowszczynie, Dąbrowie, Łazowej i Jesionówce. Osocznicy z Jedeszków i Gurbicz porozchodzili się. Opustoszałe ziemie częściowo uprawiały folwarki, a częściowo sąsiedzi. Dobra ekonomiczne i leśnictwa zostały bardziej dotknięte zbiegostwem chłopów niż zarazą. Jeszcze w 1721 r. pisał król August II, że poddani królewscy z ekonomii rozeszli się w różne strony i pouchodzili do innych dóbr. Nakazuje, więc ówczesnemu administratorowi ekonomii, Franciszkowi Maksymilianowi Ossolińskiemu, podskarbiemu nadwornemu koronnemu, aby odszukał wszystkich "rozeszłych i tułających się poddanych" i z powrotem ściągnął ich do dóbr królewskich. Wiadomo, że uciekali oni m.in. na teren kolonizowanej w tym czasie Puszczy Jaminy"

„...W raportach niektórych guberni informowano o "wyszłych chłopach", np. w sprawozdaniu z Guberni Janowskiej są dane z lat 1770-1780. Wyszło z niej w tych latach 38 gospodarzy osiadłych i 27 pokątnych (razem z rodzicami 169 osób). Przyczyny i sposoby odejścia były różne. W 1722 r. ze wsi Kisielany wyszedł JAN NARUK z żoną synem, koniem, krową i wołem do Jasionowa nad Nettą. W 1771 r. bezdzietna wdowa Janowiczowa ze wsi Jaziewo wyszła po śmierci męża, nie mając "żadnego sposobu od gospodarstwa utrzymania". Mateusz Andryka ze wsi Mogielnica, wysłany zaś na flis w 1774 r., za czasów rządów Rakinta w tej guberni nie powrócił, a zona jego wkrótce zmarła. Opustoszałe gospodarstwa i włóki zwane pustoszami, starano się natychmiast osadzić innymi gospodarzami. Odpowiadali za to urzędnicy ekonomii" 
[CHAP-Lwów, F-181 op.2 od 3b, nr 1035, k 85, 87v, 88v]
W innym miejscu spotykamy zapisy podpowiadające nam, w jaki sposób w połowie XVII wieku kolonizowano Puszczę Jaminy i jak powstały niektóre wsie między innymi Jaziewo.”...Dalej na zachód nad bagnami Netty w ostępie Jaziewo osadzono chłopów na 5, 5 włókach ziemi. Obok nich wyrobili sobie pola osocznicy z Jedeszek, którzy tutaj także osiedlili się na 5, 5 włókach. Po nich na dalszych 5 włókach i 17 morgach osiedlono dalszych chłopów (Mateusz Janik ze wsi Kamieńskie, Marcin Rzepka, Marcin Czilewski). Tak, więc stopniowo powstawała wieś Jaziewo."
Wiele na to wskazuje, że forma Noruk jest oboczną nazwiska i wyewoluowała z nazwiska NARUK, którego ślady prowadzą między innymi w okolice Nowego Dwóru i Chodorówki, oraz miejscowości Drygi.
Taki zapis nazwiska znalazłem między innymi na www.ellisisland.org wśród emigracji do Ameryki poprzez Wlk Brytanię i Kanadę.
Na przełomie XIX i XX wieku z Jaziewa wyemigrowało do Ameryki wiele osób, w tym rodzina Rozalii Janewicz ur. ok 1888 r. córki Pelagii Noruk czy Richarda Nork`a potomka Franciszka Noruka ur. ok 1835 w Jaziewie, Stanleya Noruk, Olesza vel Aleksandra Noruk itd.

Nie bez znaczenia wspomniałem tutaj miejscowości na dawnym pograniczu, gdyż jak pisałem wcześniej, co najmniej połowa dziś żyjących osób o nazwisku Noruk wywodzi się od człowieka, który uciekając przed branką do carskiego wojska zmienia nazwisko Jarosz lub Jaroszuk na Noruk (z tego, co pamiętam z relacji ich potomka). Ten człowiek przedzierając się do Prus w okolicach Rajgrodu spotkał się z tym nazwiskiem, które tak mu się spodobało, iż dla zmylenia ewentualnego pościgu przybrał je za swoje. Dał tym samym początek rodu Noruków z Woźnej Wsi, którego potomkowie dziś zamieszkują w Rajgrodzie i okolicach, Zbójnej, i w Warszawie. Tyle legenda, a jak było naprawdę?, czeka na zbadanie i udokumentowanie.
Co ciekawe rodzina ta później była skoligacona przez jeszcze niezbadane pokrewieństwo (chrzestni, podobnie jak u mojej Mamy) z Sokołowskimi z Pruski, którzy byli powinowaci Orbikom (rodzina mego dziadka macierzystego, męża babci Władysławy Noruk) z Tajna Łanowego.
Inne tropy dot Noruków zawsze prowadziły mnie do Jaziewa lub najbliższej okolicy, choć późniejsze losy rzucały te osoby także do Ameryki.



Wg Mapy "Geograficzny podział nazwiska Noruk w Polsce" otrzymamy następujące zestawienie dot. występowania: powiaty/miasta ze szczególnie dużą liczbą osób o tym nazwisku Łomża (7) Grajewo (7), m. Wrocław (2), Augustów (2) i Warszawa z liczbą wpisów 1.
Wg przeprowadzonych przeze mnie poszukiwań większość osób, które wyemigrowało do Ameryki zmieniła lub skróciła formę nazwiska Noruk na formę Nork.

Okolicę Dolnego Śląska zamieszkiwał Anna z domu Noruk [+1963}, córka Piotra i Weroniki, która po 1945 wyemigrowała na tzw. ziemie odzyskane i tam zmarła. Na jej ślad trafiłem dzięki informacjom Pana Daniela Paczkowskiego, który szukał śladów Noruków dla udokumentowania linii swoich córek i żony. Anna nosiła nazwisko po mężu Jatkowska więc prawdopodobnie okolicę Wrocławia zamieszkują jeszcze jacyś Norukowie. Natomiast w Warszawie, Rajgrodzie i okolicach oraz Zbójnej zamieszkują potomkowie przybranego Noruka vel Jarosz.

Proszę o kontakt wszystkich, którzy w swoich poszukiwaniach natknęli się na nazwisko NORUK lub NARUK i wymianę informacji. Zwłaszcza zależy mi na ustaleniu powiązań z emigracją w USA która swoimi korzeniami sięga Jaziewa. Być może będziemy w stanie uzupełnić swoją wiedzę nawzajem lub trafimy na nowe ślady w kraju i zagranicą.

piątek, 22 kwietnia 2011

Życzę Wam Wesołych Świąt w gronie rodziny z dala od zgiełku świata.
 Zdrowych i spokojnych Świąt Wielkiej Nocy

czwartek, 21 kwietnia 2011

Tomasza Bagińskiego animowana historia Polski

Do niedawna, nie zamieściłem w tym poście żadnego opisu, bo jak mi się wydaje sam tytuł za niego wystarczy. Jednak warto zwrócić uwagę na tego rodzaju prezentację i nawiązanie do historii gdyż taki przekaz zachęca wielu młodych i nie tylko do zagłębienia się w historię, która nauczycielką życia jest i dzięki niej łatwiej nam zrozumieć teraźniejszość i przyszłość.
Sam autor Tomasz Bagiński jest autorem wielu animowanych refleksyjnych historii, choćby "Katedra" czy "Grunwald 1410-2010", "Hardkor44", "Fallen Art" itd i miejmy nadzieję że jeszcze wielu, wielu innych.


sobota, 16 kwietnia 2011

Świat jest mały, ludzie są wspaniali ale się mylą

Pamiętacie jak pisałem w artykule "Świat jest mały, czyli nie ma przypadków, sprawdź sam!" o wspaniałych przypadkach jakie się nam przydarzają?
Właśnie dzisiaj znów mogłem doświadczyć czegoś podobnego. Kompletując moją dokumentację genealogiczną, bardziej dla porządku niż braku wiedzy prosiłem wspaniałą społeczność genealogiczną o zrobienie aktu małżeństwa moich dziadków na plebanii w Jaminach. Od wszystkich dostałem odpowiedzi, że tak i może ale jeszcze nie teraz, bo także nie mogą tam dojechać. Trochę zasmucony sądziłem że będę musiał poczekać, aż sam się tam wybiorę.
Jednak w akcie desperacji wysłałem ostatniego maila do USA z zapytaniem czy mój kuzyn Jay Orbik przypadkiem podczas swoich genealogicznych podróży nie robił zdjęć w parafii Jaminy. 

zdjęcie Jay Orbik i Ja 

Jay, jak się nie tak dawno okazało jest moim kuzynem, mamy wspólnego przodka urodzonego pod koniec XVIII wieku, mojego 3 x pradziadka Wawrzyńca Orbika. Wawrzyniec miał synów Józefa z której wywodzi się moja linia osiadła w Polsce oraz Jakóba którego potomkowie wyemigrowali do Ameryki, a z której wywodzi się Jay.
Jay od blisko 20 lat zbiera informację o Orbikach z całego świata i kiedyś natrafiłem na jego stronę www.OrbikFamily.com
Pomyślałem co mi szkodzi zapytać czy w USA nie mają aktu ślubu moich dziadków ze strony mamy, Bolesława Orbika [1895-1945] i Władysławy Noruk [1902-1984]. Oczywiście jak zwykle przypadkiem!? otrzymałem zdjęcia z dokładnym wpisem dot. ślubów moich dziadków.

Dziadkowie. Reprodukcja ze zdjęć po latach 


Zdjęcie dzięki uprzejmości Jay Orbika. fragment aktu małżeństwa 11.11.1941r. 

Z tego zdjęcia można wiele odczytać ale nie obeszło się bez kolejnej zagadki lub pomyłki wpisującego księdza.
W samym zapisie wszystko było mi znane i wiadome z opowieści rodzinnych, a tu niespodzianka. Jako rodzice mojej babci macierzystej wpisany jest Antoni Noruk [ok1867-1926] i Pelagia Noruk [ok1870-1953] z domu Kruza!?
Zaraz, zaraz - pomyślałem szybko sprawdzając akt urodzenia mojej babci Władysławy Noruk [1902-1984] przecież tam jest wyraźnie zapisane że matką była Pelagia z domu Kamińska.


Akt urodzenia Władysławy Noruk [06] 19.06.1902 r. 

Oto kolejna zagadka do rozwikłania - pomyślałem. Choć wyjaśnienie jej może być proste i wynikać z:
  • błędnego zapisu księdza 
  • Pelagia była poza małżeńskim dzieckiem mojej praprababci jeśli brać pod uwagę akt małżeństwa babci 
Zaintrygowała mnie ostatnia teza bo wówczas genealogia tej części rodziny mogłaby po części lec w gruzach. tak się jednak chyba nie stanie. Patrząc na źródło pierwotne, jakim jest akt urodzenia mojej babci, mogę nabrać pewności, że ksiądz się pomylił! Ile jeszcze takich pomyłek wyprowadzi genealogów na manowce?

Wniosek nasuwa się taki, że każdy z nas powinien starać się zebrać komplet dokumentów w postaci aktów. Powinniśmy stosować tutaj chronologiczną metodę regresyjną. Znając podstawowe dane poszukiwanego przez nas przodka czy osoby powinniśmy poszukać aktu zgonu. Z takiego aktu zgonu dostaniemy uzupełnienie lub potwierdzenie naszej dotychczasowej wiedzy. Jednak trzeba pamiętać, że akt takowy zawiera dane wtórne do potwierdzenia kolejnymi wydarzeniami w życiu osoby przez nas badanej.
Jeśli są tam zawarte informacje o miejscu urodzenia, zamieszkania, pozostawionych w żałobie krewnych, wieku, mamy ułatwienie. Czasami jednak spotkamy się też z zapisem że jest rodziców nieznanych. 
Żadna z tych danych, jednak nie może być w 100% pewna dopóki tego nie potwierdzimy dokumentami, gdyż nasza osoba mogła być np kilkukrotnie żonata, mężata, a jej wiek jest podany w przybliżeniu bez oparcia o metryki.
Akt ślubu jest cenny i stanowi cenne źródło informacji i klucz do dalszych danych. Jednak jego odszukanie możemy odłożyć na potem, gdyż ślub mógł być brany w innej parafii - parafii panny młodej. 
Pozostaje nam sprawdzenie najpewniejszej informacji - kiedy się ktoś urodził, bo że się urodził wiemy na pewno.
Obowiązuje zasada, że sprawdzamy w aktach parafialnych plus minus 5 lat wstecz i wprzód od podanego wieku, czasem nawet więcej. Takie potwierdzenia pomogą nam oszczędzić wiele cennej pracy i czasu nad odcyfrowaniem poszczególnych zapisów. Akt urodzenia jest cennym źródłem informacji i chyba najbardziej wiarygodnym ze względu na jego bohaterów, a tuż za nim akt ślubu jako cenne źródło pewnych informacji dot, jego uczestników.

Wracając do rodziców mojej babci, ksiądz mocno się nie pomylił i wpisał jako nazwisko panieńskie mojej prababki Kruza zamiast Kamińśki, gdyż takie nosiła moja praprababcia, żona Jana Kamińskiego (prapradziadek), Marianna Kamińska z domu Kruza ze wsi Polkowo matka wspomnianej Pelagii Noruk z domu Kamińskiej.

Rodzina Noruk ze strony mojej Mamy jest jeszcze słabo zbadaną przeze mnie gałęzią i zapewne kryje jeszcze wiele takich sytuacji i zagadek, łącznie z historią pewnego uciekiniera przed branką do carskiego wojska, który zmienił dla zmylenia swoje nazwisko na Noruk i osiadł w okolicy Woźnej Wsi. Ale o tym innym razem.

Proszę kliknąć obrazek chcąc zobaczyć powiększenie :-)

środa, 13 kwietnia 2011

Jaziewo i sprawa tzw "obławy augustowskiej" w artykule Pana Józefa Matyskieły

Drodzy czytelnicy, blogowicze od jakiegoś czasu widzę że grzeszę długością tekstów tu zamieszczanych. Grzeszę i tym że ostatnie artykuły nie są mojego autorstwa, a jedynie przytaczam słowa zapisane przez innych, które się wpisują w ducha mego bloga i wydarzenia z regionu który jest mi bliski ze strony Mamy. Wybaczcie mi to, bo mam wytłumaczenie.
Jak ogólnie wiadomo nie można być na dwóch brzegach i stronach granicy jednocześnie. Co ma swoje zalety i wady, gdyż z jednej strony zawsze roztacza się lepszy widok na drugą, ale skupieni wzrokiem na drugim brzegu nie dostrzegamy tego co się dzieje tuż obok.
Dotyczy to w szczególności dwóch stron kanału augustowskiego. Z jednej strony okolice Rajgrodu z miejscowością Tajno, a z drugiej okolice Sztabina i miejscowość Jaziewo. Co ciekawe dla tych dwóch stron kanału utarło się lokalne określenia Rusini i Mazurzy. Jako miejsce takiego podziału było świadkiem wielu ciekawych historii z pogranicza. Wydarzenia które relacja poniżej przedstawia, wielu osobom kojarzą się ze zbrodnią katyńską tylko jeszcze nie tak znaną i zbadaną.
Dzisiaj za pomocą artykułu "Jeszcze panami będziemy" autorstwa zaprzyjaźnionego poety i regionalisty Pana Józefa Matyskieły przedstawiam wam spisaną relację z tzw. "obławy augustowskiej" o której ostatnio w mediach i białostockim oddziale IPN tak głośno za sprawą nowego inwestora tzw. "domu Turka" w Augustowie. Zapraszam do tej ciekawej wspomnieniowej lektury, gdzie dla historyka i genealoga postaci nie zabraknie.


"Jeszcze panami będziemy"
  Autor spisanej relacji - Józef Matyskieła rodem z Jaziewa. 

Był lipiec 1944 roku. Trwały sianokosy. Staś, brat Bronka, mojego męża miał poważny wypadek. Obciął kosą piętę. Do zdarzenia doszło w następujących okolicznościach: Mężczyźni wybrali się furmanką pod Jagłowo kosić łąkę sąsiada Bronisława Ziemby jako, że jedni drugim pomagali w pracy. Było to w poniedziałek po zabawie. Niewyspany Staś zdjął buty i położył się z tyłu furmanki, aby się jeszcze zdrzemnąć. Zwykle kosy na czas transportu zbijano z kosisk i okręcano szmatami. Tym razem leżały z tyłu osadzone na kosiskach. Kośców wiózł jak zwykle 12-letni syn Ziemby - Tadeusz. Może to przez brak doświadczenia młodego woźnicy furmanka na wąskiej grobli mijając inną, jadącą z przeciwka wywróciła się do rowu. Stało się nieszczęście. Kosa obcięła Stasiowi piętę tak, że było widać kość. Był to na tamte czasy poważny, zagrażający życiu uraz, gdyż poszkodowany mógł się wykrwawić lub wskutek zakażenia mogło dojść do zatrucia krwi lub gangreny. Ranny stracił dużo krwi zanim dowieziono go do doktora Rudzińskiego w Sztabinie, który udzielił pierwszej pomocy. Opatrując ranę doktor przeklinał jak szewc mając pretensje do Stasia o to, że ten odciął i wyrzucił na łąkę trzymający się jeszcze na skórze kawał pięty. Gdyby nie to była szansa na szybsze zagojenie rany. 
O zdarzeniu dowiedziałam się po powrocie z Jamin, dokąd poszłam w jakiejś ważnej sprawie. Staś leżał w łóżku blady jak ściana. Dawidowicz, który w wojsku był sanitariuszem zalecił, aby zranioną nogę moczyć w naparze z rumianku. Każdy taki zabieg wywoływał dodatkowe krwawienie, a chory był coraz słabszy. Widząc, że nie jest dobrze następnego dnia rano wybrałam się pieszo do Sztabina ponownie szukać pomocy u lekarza Jana Rudzińskiego. Doktor pochodził z okolic Grodna. Z uwagi na swój niski wzrost i odmienny wygląd spowodowany zaburzeniami rozwojowymi wieku dziecięcego nazywany był „Garbatym”, „Małym” lub z podlaska „Karakanem”. Pielęgniarką w jego gabinecie i partnerką życiową była Marysia Kotowska ze Sztabina. Znałam ją z dzieciństwa. Wiele razy bawiłyśmy się na huśtawce u Rybakowiczów. Niestety, doktorostwo byli spakowani przed przeprowadzką do Czerwonki k. Suchowoli. Marysia wyszperała jednak gdzieś po buteleczce benzyny oczyszczonej, jodyny i wody utlenionej oraz rivanol i kilka opatrunków. Wytłumaczyła też jak te medykamenty stosować. Słońce „było już z obiadu” gdy wróciłam do domu. Staś miał łzy w oczach, widząc moje poświęcenie. Zgodnie z zaleceniami Marysi najpierw oczyszczałam ranę wodę utlenioną, a następnie przy użyciu gazy zwilżonej benzyną. Obrzeża rany dezynfekowałam jodyną, by na koniec przyłożyć opatrunek nasączony rivanolem. Każda „przewiązka” wywoływała ból. Staś kładł się twarzą w poduszkę i zaciskał zęby. Tuż przed nadejściem frontu rana się wygoiła, a po wymoszczeniu buta miękką wkładką Staś mógł chodzić. Niestety rok później został aresztowany w czasie sowieckiej obławy i zaginął z innymi „lipcowymi chłopami”. 

Urodzony w 1909 roku Staś nie miał jeszcze własnej rodziny. Był energicznym mężczyzną i w odróżnieniu od wielu innych kawalerów ze wsi miał wielką ogładę. Znalazł by z pewnością kandydatkę na żonę, ale wybuchła wojna. Nie był to dobry czas na ułożenie życia. Najpierw był uczestnikiem kampanii wrześniowej, a w czasie okupacji należał do partyzantki. 15 sierpnia 1943 roku trzymał do chrztu Szczepana razem z moją siostrą Manią. Od tego czasu znajomość między nimi się pogłębiała i wyglądało, że się kiedyś pobiorą. Planowaliśmy, że będą mieszkać razem z nami, bo dom był przecież duży i miejsca by wystarczyło dla dwóch rodzin.
Tymczasem trwała jeszcze niemiecka okupacja. W naszych stronach podobnie jak w całym kraju, istniało zbrojne podziemie. Gdy chodziliśmy na jagody lub do kościoła do Jamin, po drodze, w lesie bardzo często widywaliśmy uzbrojonych mężczyzn. Przychodzili też w nocy do domu różni ludzie z bronią. Nie było wiadomo, kim są i do jakiego ugrupowania partyzanckiego należą. Być może wiedzieli o tym bracia męża, którzy - jak mogłam się domyślać - należeli do partyzantki. Wieczorami w naszym domu wiele razy dochodziło do spotkań licznej grupy mężczyzn z Jaziewa. Czasem bywali mieszkańcy sąsiednich miejscowości, a niekiedy zupełnie obcy ludzie. Mogłam domyślać się, że są to AK-owcy. Pewnego razu zebrało się kilkunastu mężczyzn, a wśród nich Edmund Korenkiewicz, który mieszkał na kolonii pod Mogilnicami. Zamknęli się w ostatnim pokoiku od ulicy wraz ze Stasiem i Mieczykiem – drugim bratem męża, palili papierosy i rozmawiali. W pewnej chwili Staś poprosił Bronka. Z babskiej ciekawości podeszłam do drzwi i przez szparę słyszałam rozmowę. Korenkiewicz i pozostali namawiali męża, aby zapisał się do AK. Bronek odmawiał tłumacząc się tym, że ma żonę i małe dziecko. Rozmowa trwała dłuższy czas. W pewnym momencie Staś powiedział, żeby już dali mu spokój, bo ma już rodzinę i musi zajmować się gospodarstwem. Po chwili mężczyźni zaczęli wychodzić. Powiedziałam wtedy do męża: 
- Pamiętaj! Jeśli tylko zapisałeś się, to zaraz zabieram dziecko i więcej mnie tu nie zobaczysz! Kątem oka dostrzegłam wściekłość na twarzy Korenkiewicza. Nazajutrz Staś ostrzegł mnie, żebym następnym razem uważała na słowa, bo może spotkać mnie duża przykrość. Powiedział też, że długo musiał prosić, aby nie wyciągano konsekwencji w stosunku do mnie. Dopiero wtedy uświadomiłam sobie jak wielkie głupstwo zrobiłam. Przypomniały mi się opowieści o tym, że partyzanci strzygli na łyso głowy kobietom, które naraziły im się w jakiś sposób. 

Pewnego razu Staś wtajemniczył mnie w działalność konspiracyjną. Zygmunt Dytkowski z Czarniewa (po wojnie mieszkał w Augustowie) dostarczał mu meldunki i poufne materiały. Staś przekazywał je Klemensowi Świerzbińskiemu. W czasie nieobecności Stasia miałam zajmować się przekazywaniem tych przesyłek. Robiłam to w tajemnicy przed rodziną, chowając zaklejone i opieczętowane paczki z papierami w łóżku pod siennikiem. Co najmniej kilka razy nosiłam je do Świerzbińskiego. Dytkowski – gdyby żył – mógłby potwierdzić moją działalność konspiracyjną. Może miałabym wyższą emeryturę? 

Jesienią 1944 roku Mieczyk został aresztowany i zabrany na Rosję. Staś uniknął wtedy wywózki i pozostał w domu. 
Któregoś dnia w maju 1945 roku – było już po zakończeniu wojny – Staś poprosił mnie o przygotowanie prowiantu na kilka dni. Zanosiło się więc na przeprowadzenie jakiejś poważniejszej akcji. Początkowo nie chciałam się zgodzić tłumacząc się tym, że w kuchni rządzi matka (macocha męża). Staś jednak nalegał mówiąc, że zrobię to lepiej. Matka, słysząc to ofuknęła go, odradzając udział w wyprawie. Staś wówczas powiedział: 
- Co matka wie? Jeszcze panami będziemy! Niejeden z nas może zostanie ministrem! 
Bronek też odradzał udział w akcji mówiąc do brata: 
- Przeżyłeś wojnę. Nie idź! 
Staś jednak obstawał przy swoim. Zabrałam się więc do przygotowania jedzenia. Nie było wtedy zbyt dużej różnorodności produktów. Z braku drożdży nie można było nawet bułek upiec. Podstawowym pokarmem było wówczas solone i wędzone mięso. Wymoczyłam w wodzie i ugotowałam do miękkości parę kawałków wieprzowiny. Ugotowałam kilka par jajek. Nie było papieru, więc zawinęłam wszystko w płócienny ręcznik. Do płóciennej torebki włożyłam jeszcze pół bochenka chleba. Pod wieczór Staś wyszedł z domu.

Mówili później we wsi, że partyzanci chyłkiem przemykali w kierunku Grądów. Zygmunt Kozakiewicz, kilkunastoletni wtedy chłopak, którego starszy brat Czesław też poszedł na akcję chwalił się koledze: 
- Ja wiem gdzie oni poszli, ale nie powiem! 
Minęło kilka dni, a Staś nie wracał. Któregoś jednak popołudnia Bronek przyjechał z pola i oznajmił, że partyzanci już wrócili. W suszarni Szmyglów urządzili popijawę. Na pół wsi było słychać śpiewy. Wieczorem Staś dotarł do domu. Usłyszałam jak mówił do męża: 
- Teraz to dopiero będzie. My, mężczyźni uciekniemy, ale co zrobić z kobietami i dziećmi? 

Dowiedziałam się później, że partyzanci po zbiórce na Grądach pojechali w nocy furmanką do Jastrzębiej, skąd poszli odbijać krowy pędzone z Niemiec przez Sowietów grodzieńską szosą. W lesie ostrzelali z zasadzki eskortę, w skład której wchodziły też kobiety. Zabili kilka osób, w tym oficera. Musieli jednak szybko się wycofać, bo po początkowym zaskoczeniu, lepiej uzbrojeni i posiadający doświadczenie frontowe sowieccy żołnierze przeszli do kontrnatarcia. Nie wiem jak ci z innych wsi, ale żaden z naszych krowy nie przyprowadził. Po tym zdarzeniu Staś z Bronkiem spędzili kilka nocy poza domem śpiąc pod gołym niebem na grądziku położonym na Dziechciarce. Po paru dniach cała sprawa ucichła i wydawało się, że będzie spokój. 

Był lipiec. Kończyliśmy sianokosy, a do żniw pozostało jeszcze parę dni. Uradziliśmy w domu, że trzeba trochę wódki wypędzić i sprzedać na targu w Augustowie, bo potrzebne są pieniądze. 10 lipca we wtorek, zebrała się nas grupa kobiet: Jania Kunda, Bielawska, Ziembowa, Kazia Olszewska i ja. Wcześnie rano wyjechałyśmy żelaźniakiem zaprzężonym w kasztankę. Była to ta sama klacz, która po paru latach nie mogła się wyźrebić i została uśmiercona zastrzykiem z denaturatu przez weterynarza ze Sztabina na Tajeńskiej Górce. Blaszane bańki i sowieckie bakłaszki* z samogoną (nie było butelek) schowałyśmy w słomie leżącej w półkoszkach. Podróż do Augustowa przebiegała bez przeszkód. Gdzieś, przed Osowym Grądem zauważyłam kable telefoniczne rozwinięte na drzewach przy drodze, co wydało mi się trochę podejrzane. Inne zbagatelizowały to mówiąc: 
- Coś ci kobieto się przewidziało. 
Furmankę zostawiłyśmy w Osowym Grądzie u Wasilewskich, gdzie była zamężna siostra Kazi Olszewskiej – Marysia, z d. Murawska i dalej poszłyśmy pieszo. W Białobrzegach ludzie powiedzieli nam, że do Augustowa nie przejdziemy, bo wszystko jest obstawione przez Sowietów. Zawróciłyśmy więc, a bakłaszki z wódką porzuciłyśmy w przydrożnym rowie. Zabrałyśmy furmankę od Wasilewskich i jechałyśmy gościńcem do Jaziewa. W każdej chwili mogłyśmy natknąć się na sowieckie posterunki i powrót do domu okazałby się niemożliwy. Trzeba było znaleźć jakieś wyjście z tej ciężkiej sytuacji. Położyłam się więc na słomie w tyle furmanki i na wypadek kontroli postanowiłam udawać chorą. Zatrzymali nas we Wrotkach koło Grabowych. Leżąc na wznak jęczałam i targałam sobie włosy. Sowiet popatrzył ze współczuciem, że tak cierpię i kazał jechać po przepustkę do Siemiaszków pod lasem, gdzie kwaterowała starszyzna. Wypisali nam przepustkę do Jaziewa. Wjechałyśmy do wsi, a tu wszystko było obstawione, dookoła kable telefoniczne i posterunki. 

Sowieci stali w Jaziewie około tygodnia. Główna kwatera znajdowała się u Kozłowskich, a najstarszy stopniem oficer był pułkownikiem. Funkcjonariusze PUB z Augustowa korzystali z kwatery położonej w sąsiednim domu u Wacława Ziemby. Pili tam samogonę. W stanie alkoholowego upojenia strzelali z pistoletów w sufit. Do dziś zachowały się ślady po pociskach. 
Kilka następnych dni upłynęło dość spokojnie, a stosunek sowieckiego wojska do mieszkańców wsi był, można powiedzieć przyjazny. Niektórzy z naszych bez przeszkód wyjeżdżali do pracy w polu lub na łąkach. 

We czwartek pod wieczór zwołano mężczyzn na sabranije w okolicach posesji Ziembów i Kozłowskich. O czym rozmawiano na zebraniu? Nie wiem do dziś. Faktem jest, że pozwolono rozejść się wszystkim do domu. 

W piątek 13 lipca sowieccy żołnierze chodzili od domu do domu i mówiąc: - Zawtra ujezżajem - zapraszali jeszcze raz wszystkich mężczyzn w sile wieku na zebranie. Nie interesowali się młodzieżą i tymi w podeszłym wieku. Wychodząc z podwórka Bronek ze Stasiem zatrzymali się w bramce. Staś wahał się czy iść? Bronek powiedział mu: 
- Jeśli grozi ci niebezpieczeństwo, to zostań i ukryj się. Sam chyba czujesz, co ci mogą zrobić? 
- Kuchnia jego mać! A co mi mogą zrobić? – powiedział Staś i obaj poszli na zebranie. 
Gdyby nie poszedł, uniknął by aresztowania, tak jak kilku innych członków AK, którzy się ukryli i przeczekali krytyczny czas. 
Mniej więcej na wysokości remizy idących na zebranie otoczono szczelnym kordonem, tak że nikt już nie mógł się cofnąć. Zatrzymano wszystkich na podwórku i w stodole u Kozłowskich. Zaraz po wsi rozeszła się wieść, że każdemu z zatrzymanym trzeba dostarczyć prowiant na dwa dni. Przygotowałam więc jedzenie w dwóch torebkach i poszłam żeby przekazać Bronkowi i Stasiowi. Podwórko Kozłowskich było obstawione sołdatami. Wpuścili mnie przez bramkę. Zatrzymani mężczyźni podchodzili pojedynczo, a jakiś starszy stopniem sprawdzał ich nazwiska i mówił czy należy im przekazać prowiant, czy też nie. Gdy przyszła kolej na mnie podałam najpierw dane męża - Bronisław Matyskieła. Sowiet sprawdził w papierach i powiedział: 
- Tamu nie nużno. 
Gdy podałam dane Stasia, powiedział po sprawdzaniu: 
- Wot, tamu nużno. 
Została mi więc jedna torebka z jedzeniem. Staś zaproponował, żeby dać ją Klemensowi Świerzbińskiemu, który stał obok, a któremu nikt jedzenia nie przyniósł, bo rodzina była na Rosji. Oddałam drugą torebkę i wróciłam do domu. Za jakiś czas przyszedł do domu zwolniony przez Sowietów Bronek. Zaraz przypomniał o dwóch automatach, które szwagier Wacek Skorupa przywiózł z Niemiec. Nowiutkie, leżały w suszarni pod najwyższym daszkiem. Pieczę nad nimi miał Staś. Trzeba było się ich jak najszybciej pozbyć, bo po zatrzymaniu Stasia mogło dojść do rewizji. Rozstrzelali by całą rodzinę na miejscu, gdyby znaleźli broń. Wzięłam więc kosę na ramię, a pod pachę owinięty w płachtę automat i weszłam na podwórko Ziembów, po drugiej stronie ulicy, aby przejść do wyki, która rosła na polu Rajmunda Janika. Po lewej stronie stał stary, gliniany dom Ziębów. Na parapecie otwartego okna do kuchni zobaczyłam polowy telefon. Kilka kroków dalej przechadzał się wartownik z bronią. Zatrzymał mnie mówiąc: 
– Nielzia! 
Powiedziałam wtedy, że idę ukosić wyki. 
– Wot stupaj chaziajka! - odrzekł. 
Z duszą w gardle doszłam do wyki, ukradkiem wsunęłam broń pod mostek na rowie, ukosiłam trochę i wróciłam do domu. W taki sam sposób wyniosłam drugi automat. Za parę dni nie było broni pod mostkiem. Ktoś ją zabrał i ma do dziś. 

Pomyślałam, że jeszcze trzeba dostarczyć Stasiowi onuce na zmianę. Rozdarłam jakąś flanelową koszulę i zrobiłam dwie onuce. Mężczyzn trzymali w stodole. Na moją prośbę wywołali Stasia, który był blady i wystraszony. Ze łzami w oczach odwitał się ze mną. Było to nasze ostatnie widzenie. 

Poszłam jeszcze następnego dnia, ale chłopów już nie było. Pogonili ich rankiem pod eskortą. Po wsi rozeszła się pogłoska, że do Augustowa „do Turka”. Nazajutrz - w niedzielę - zebrała się nas grupa kobiet: ja, Szmyglowa, Jania Kunda oraz inne i poszłyśmy do Augustowa z jedzeniem. Przed „domem Turka”, gdzie było więzienie chodziło dwóch Sowietów. Na głowach mieli czapki z czerwonymi otokami, granatowe spodnie, a w rękach nahaje, którymi uderzali po cholewach butów. Zatrzymałyśmy się na chodniku po drugiej stronie ulicy. Ja, Jania Kunda i Szmyglowa zdecydowałyśmy się podejść do Sowietów. Zaczęłyśmy rozmowę od słów, że chłopów nam zabrali i że chcemy im podać jedzenie. Jeden z nich powtórzył ze zdziwieniem wymienione przez nas nazwiska mając problemy z ich wymową: 
- Matyskieha, Szmygiehski, Świerzbihski? Wot ich tu niet! Zapytałam więc gdzie mogą być? Gdzie ich szukać? Odpowiedział, że nie nada szukać i przegonił nas na drugą stronę.
Zrobiło się już późno. Zdecydowałyśmy, że na noc pójdziemy do kościoła, ale po drodze spotkałam Serwinową. Przed wojną była w Jaminach nauczycielką. Pochodziła z Czarniewa (z domu Chodorowska). Poznała mnie i zaprosiła wszystkie kobiety na nocleg. Choć sama z rodziną nie miała co jeść, poczęstowała nas zupą z czarnych jagód, w której było parę zacierek. Zapytałyśmy czy nie wie nic o losie zatrzymanych. Powiedziała, że ostatniej nocy widziała jak popędzili więźniów przez miasto. Po obu stronach ulicy szli bojcy i strzelali w górę na postrach tak, że tylko ukradkiem można było podejść do okna. Więźniowie idąc czwórkami nieśli na ramionach łopaty. Po tym zdarzeniu ludzie w Augustowie mówili, że rozstrzelano wszystkich w lasach w okolicach Płaskiej. Noc spędziłyśmy drzemiąc gdzie się dało. Rano, odchodząc zostawiłyśmy Serwinowej przyniesione ze sobą jedzenie. Tylko Jania Kunda, nasza sąsiadka nie podzieliła się i zabrała wszystko do domu. 

Los zatrzymanych szesnastu mężczyzn z Jaziewa nigdy nie został wyjaśniony. Pozostała rozpacz matek i żon oraz osierocone dzieci. Gdyby chociaż można było świeczkę na grobie zapalić? Wiem, że córka Klemensa Świerzbińskiego - Krystyna pisała listy do Czerwonego Krzyża i samego Gomułki, ale otrzymane odpowiedzi nie zawierały żadnych informacji o losie ojca. Wśród szesnastu zaginionych byli: 

Andruszkiewicz Mieczysław ur. 1903
Bielawski Jan 
Dziądziak Stanisław 
Guziejko Antoni ur.1897
Haraburda Eugeniusz 
Janik Jan 
Karp Leon 
Kozakiewicz Czesław ur. 1927
Kugiel Adam 
Kunda Edward 
Kułakowski Kazimierz 
Matyskieła Stanisław ur. 1909
Suchwałko Ludwik 
Szmygiel Franciszek ur. 1907
Świerzbiński Klemens 
Usnarski Jan 

Pomnik na cmentarzu w Jaminach. Zdjęcie z mojego archiwum Z.M.

Siedemnastą ofiarą obławy był Stanisław Panasewicz s. Benjamina, który uciekał nocą przed Sowietami na Jagłowo do siostry w Karpowiczach. W ciemnościach wpadł do wody i utonął. Po kilku dniach rodzina znalazła ciało w okolicach przejścia przez kładzie** na rzece Brzozówce. 
Po Stasiu została w domu dwurzędowa granatowa marynarka w prążki i granaty znalezione po jakimś czasie w kruśni, które gdzieś zakopaliśmy. 
Po kilku latach Bronek schował kilka wiązek machorki pod najwyższym daszkiem w suszarni. Sięgając po jakimś czasie do skrytki wymacał ręką pistolet. Idąc na pastwisko po krowy wyrzucił broń do rowu na polu Dawidowiczów. 

Na podstawie przekazu Heleny Matyskieła, mieszkanki Jaziewa (rocznik 1922). 

P.S. Z relacji innych świadków tamtych wydarzeń wynika, że Sowieci przybyli do Jaziewa w południe 10 lipca, w sile kilkuset żołnierzy. Otoczyli wieś rozstawiając bojców w odległości kilkudziesięciu kroków jeden od drugiego. Na wylotach dróg umieścili posterunki. Większość swoich taborów, w tym samochody ciężarowe pod plandeką umieścili na ułeczce od strony Mogilnic. Były tam też stanowiska km-ów. W okolicy stodół Olszewskich i Kalinowskich okopali działa. Kuchnie polowe rozlokowali na ługu u Murawskich i przy remizie. Pozostałe samochody stały po kilka sztuk na podwórku Świerzbińskich i koło posesji Juchniewicza, w miejscu późniejszego sklepu. Na podwórku Putyńskich stał samochód z megafonem. Z radia puszczano skoczną muzykę i przemówienia Stalina. Codziennie o świcie bojcy objeżdżali konno okoliczne pola, zapewne w poszukiwaniu zbiegów, którzy mogli ukrywać się w zbożu. Do Jaziewa przypędzono mężczyzn aresztowanych we Wrotkach i Mogilnicach. Wszystkich przetrzymywanych w stodole Kozłowskich wyprowadzono z Jaziewa rankiem 14 lipca pod silną eskortą bojców oraz przy….śpiewie i dźwiękach harmoszki na czele kolumny. Kobietom z dziećmi na rękach, które towarzyszyły wymarszowi Sowieci mówili, że po kilku dniach mężczyźni wrócą do domu. Kolumnę skierowano do Kopca. Część z aresztowanych trafiła do Sztabina, do stodoły Szyców położonej przy Rybackiej niedaleko budynku gminy. Urodzony w 1930 roku Czesław Chojnowski przywoził tu z siostrą Janią jedzenie swemu starszemu bratu Janowi, którego nazywano Szczepanem po chrzestnym Małachowskim. Inni też dostarczali swoim prowiant. Straże nie pozwalały na kontakt z zatrzymanymi, co najwyżej któryś z daleka pomachał ręką. Ludwik Suchwałko pokazał żonie składając palce na krzyż, że wszystkich czeka więzienie. Za trzecim chyba razem Chojnowscy zastali tylko swego brata i jeszcze jednego z aresztantów, którym mógł być Mikazy Borkowski z Jaziewa. Przestraszeni, siedzieli obaj pod stodołą w zakrwawionych od bicia koszulach. Pozostałych wywieziono w nocy samochodami. O zwolnieniu Borkowskiego zaważył zapewne fakt, że w czasie okupacji był przymusowym robotnikiem w Rzeszy i nie mógł w tym czasie spiskować przeciw Sowietom. 

Niektórych mężczyzn zabranych z Jaziewa przetrzymywano przez kilka dni w Jastrzębiej II w stodole Koszyckich i piwnicy Granackich. Urodzony w 1937 roku Józef Szmygiel przywoził tu jedzenie swemu ojcu Franciszkowi. W czasie jednej z „wizyt” widział ojca prowadzonego na „badanie”. Chciał do niego podejść ale sołdat z eskorty nie pozwolił odpychając chłopaka automatem i nogą. Ojciec przypomniał mu z daleka o machorce. 
Wśród aresztowanych w obławie był nasz sąsiad Edward Kunda s. Karola. Świadkowie twierdzą, że nie należał do AK, aresztowano go przez pomyłkę za innego Edwarda Kundę s. Adama z kolonii, członka AK, który po paru latach zginął rażony piorunem. 

W świetle powyższych faktów przedstawiony przez moją matkę ślad prowadzący do „domu Turka” okazał się fałszywy. Być może trzymano tam mężczyzn z okolic Augustowa. 

Wśród funkcjonariuszy UB, którzy brali udział w obławie był Mirosław Milewski ur. w 1928 roku w Jaziewie. Jego ojciec Bolesław spokrewniony z rodziną Edwarda s. Józefa i braćmi Józefa: Ignacym (USA) i Feliksem (później Aniszko) pełnił funkcję sekretarza gminy Dębowo z siedzibą w Jaziewie, a potem zajmował się produkcją cementowych dachówek na zarobek. Matka pochodziła z Jamin, z nauczycielskiej rodziny Serwinów i była nauczycielką w szkole w Jaziewie. Na początku lat trzydziestych rodzina przeniosła się do Lipska. Mirosław miał starszą siostrą, też nauczycielkę i brata. Rodziców i siostrę zamordowali hitlerowcy. Brat zginął po wojnie „na odzyskanych”. Nastoletnim, zagubionym sierotą zaopiekowała się nowa władza na tyle skutecznie, że służył jej do końca życia awansując do stopnia generała milicji. W czasach Jaruzelskiego piastował stanowisko Ministra Spraw Wewnętrznych. Zmarł w 2008 roku. 

Powyższy tekst jest z pewnością subiektywną oceną tej bardzo tragicznej historii. Moja matka miała na względzie przede wszystkim bezpieczeństwo i dobro swojej rodziny. Nauczona wojennymi doświadczeniami powtarzała wiele razy zwracając się do mnie i do brata: 
- Pamiętajcie dzieci, jeśli chcecie spokojnie spać, to nie zapisujcie się do żadnej partii czy organizacji. Namawiają, durzą i obiecują złote góry. Sami mają z tego korzyści, a szary naród potem cierpi. 

Walka o wolność wymaga jednak wiele wysiłku, wyrzeczeń i ofiar. Ofiara krwi złożona przez pokolenie Stasia Matyskieły nie była ofiarą daremną. Pozostała w ludzkiej pamięci jako wielka krzywda wyrządzona naszemu narodowi przez najeźdźcę. Pamięć tej i wielu innych krzywd przez długie lata mobilizowała naród polski w konsekwentnych dążeniach do suwerennego bytu. Opisując tę historię mam ogromną satysfakcję, że po sześćdziesięciu pięciu latach mogłem oddać hołd mojemu stryjowi i jego kolegom. 

* żołnierskie manierki. 
** przerzucone przez rzekę pnie drzew, rodzaj kładki. 

W tekście wykorzystano ustny przekaz następujących osób: 
Bronisław Matyskieła (1907 - 1984), 
Józef Janik (1912 - 2009), 
Helena Matyskieła (rocznik 1922), 
Stanisław Haraburda (rocznik 1922), 
Edward Milewski (rocznik 1926) 
Czesław Chojnowski (rocznik 1930), 
Leopold Murawski (rocznik 1934), 
oraz ogólnie dostępną literaturę o tematyce historycznej. 

Grajewo, maj 2010 r. J.M.

Giby. Miejsce-pomnik upamiętniające ofiary obławy augustowskiej z listami osób ze wszystkich miejscowości regionu. Zdjęcie z mojego archiwum Z.M.
Na zdjęciu moja Mama (wychowana w Jaziewie) i Syn.

Baner 720x300

create your own banner at mybannermaker.com!
Copy this code to your website to display this banner!