Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jaziewo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jaziewo. Pokaż wszystkie posty

sobota, 28 kwietnia 2012

"News from yesterday" - Wiadomości z wczoraj

Jak chyba w każdej polskiej rodzinie, może we wczesnych lub nieco bardziej współczesnych pokoleniach, można odnaleźć ślady emigracji choćby czasowej. Kierunki tej migracji bywały różne w rożnych czasach o czym już zdążyłem wspomnieć w poście pt. "Po polsku poza Polską".
Sam również w burzliwych latach 90-tych, Polskiej transformacji próbowałem znaleźć swoje miejsce w Holandii gdzieś opodal Hook van Holland i miejscowości Monster. Było miło, ale jednak mimo pierwszego zachwytu wolności coraz bardziej odczuwałem, że tam zawsze będę obcy.

ok 1991 r. Holandia. w tle miasteczko Monster lub okolica

Niestety decyzja o wyjeździe w XIX lub na początku XX wieku nie była tak prosta jak moja. Żeby wyjechać trzeba było zdobyć wiele środków, spieniężając niemal wszystko do czego byłoby można jeszcze wrócić. Na wyjazd taki składała się cała rodzina. Pieniądze te płaciło się pośrednikom, którzy często tak jak i dzisiaj chodzili wokół ciebie dopóki dopóty wiedzieli, że są jeszcze jakieś pieniądze do wyciągnięcia.

Kuferek podróżny który towarzyszył emigrantom. źródło: Mini Muzeum Wsi  państwa Godlewskich  z Jaziewa
Większość emigrantów w tych wczesnych latach migracji obierała kierunek Ameryka czyli USA. Tam po przejściu kwarantanny np na Ellis Island i spisania nowo przybyłych, ścierali się z twardą rzeczywistością. Powrotu właściwie nie było z wielu powodów, a największym chyba był wstyd i zawód dla całej rodziny, która składając się na podróż, liczyła na wsparcie pozostałych w kraju.
Emigranci w tym nowym i obcym jeszcze kraju starali się trzymać razem. Stąd po dzień dzisiejszy całe skupiska ludności z regionu, czy wręcz miejscowości w konkretnych miastach i miasteczkach Stanów Zjednoczonych Ameryki. Takich miejsc jest wiele i nie będę wymieniał ich wszystkich wspominając choćby tylko Nowy York, Chicago.
Moi kuzyni na których ślady trafiałem wybierali np. New London, New Britain, obydwie miejscowości w stanie Connecticut. Poniżej zaprezentuję ślady jakie po nich pozostały, a na które natrafiłem w swoich poszukiwaniach, często dzięki pomocy życzliwych jak zwykle osób ze środowisk genealogicznych.

Akt urodzenia z 1888 r. Antoniego Mierzejewskiego, jednego z pradziadków stryjecznych który wyemigrował do Ameryki z Kamionowa (Kamienowo) na Mazowszu
Jego Amerykański akt zgonu, którego ślad prowadzi do rodziny Dembek
Jednym ze wspomnianych braci i siostrzeńców był mój pradziadek Władysław Jakub oraz dziadek Piotr Mierzejewski
I to co wydaje się być niesamowite dla nas w Polsce, a tam przynajmniej kiedyś było całkowicie normalne i stanowi doskonałe ułatwienie w poszukiwaniach np genealogicznych.
Każdy członek społeczności, nieważne jak bardzo zasłużony lub nie, jeśli był znany lokalnej społeczności mógł liczyć na dość skrupulatny i treściwy nekrolog. Same nekrologi stanowią bezcenne źródło informacji. Niestety szukać ich trzeba w bibliotekach za wielką wodą. Dziś w dobie dygitalizacji dostęp do nich staje się coraz łatwiejszy. Trzeba tylko wiedzieć co i jak lub z kim rozmawiać ;-)
Z innych źródeł wiadomo, że jeśli nasz kuzyn był niegrzeczny, niemoralnie się prowadził lub był zamieszany w przestępstwo, istnieje duże prawdopodobieństwo iż cała jego osoba wraz ze znaną rodziną także została opisana z wieloma szczegółami.

Prezentuję poniżej, także przesłane mi przez Garreta Mierzejewskiego, nekrologi rodziny Dembek, licząc po cichu, że może, ktoś, kiedyś z tej rodziny przeczyta i zechce się skontaktować. Może, jeśli Antoni żył, zmarł i pracował razem z Tomaszem Dembek, [synem Stanisława i Teresy Oliński, ur.1881 r. w Warszawie] pozostawił po sobie jakieś zdjęcia, pamiątki.  Zamieszczam te nekrologi, także dla kolejnego przykładu, na jak świetne i dokładne informacje, poszukiwacz może liczyć.



























Na koniec jeszcze jeden ślad dotyczący emigracji z rodziny Noruk z Jaziewa o której niewiele wiem. Z wielu aktów urodzeń jak i dokumentów na Ellis Island wynika, że część rodziny Noruk aka Naruk, wyemigrowała na przełomie XIX i XX wieku z Jaziewa i okolic poprzez Hamburg do USA. Potwierdzają to wspomnienia mojej Mamy o przychodzących paczkach z Ameryki do późnych lat 50 -tych.
W swoich poszukiwaniach na amerykańskich portalach trafiałem na ich ślady ale bez rozwinięcia kontaktu. Wydaje się że część tamtejszych Noruków zmieniła nazwisko na krótszą i bardziej zamerykanizowaną formę, Nork.
Ten nekrolog otrzymałem dzięki uprzejmości kolegi z Jamińskiego Zespołu Indeksacyjnego, Krzysztofa Zięciny. Dziękuję.



Dodawałbym i dodawał więcej zdjęć i tekstu dotyczących migracji osób związanych z moją rodziną ale w ten sposób ten post wydłużyłby się niemiłosiernie. Na koniec jednak nie mogłem się powstrzymać aby nie dodać kolejnego tekstu Pana Józefa Matyskieły, który na łamach lokalnej gazetki "Nasz Sztabiński Dom" publikował przez lata swoje świetne, wspomnieniowe teksty. A więc zapraszam do lektury "Za chlebem" Pana Józefa Matyskieły

Za chlebem

       Kończył się wiek XIX. Przeminął czas okrutnych wojen, morowego powietrza i głodu. Naród Polski odradzał się z nadzwyczajną siłą. W ostatnich dziesięcioleciach ludność naszego kraju podwoiła się. Nastąpiło katastrofalne przeludnienie. Problem ten szczególnie dotknął obszary wiejskie. Nie inaczej było też w naszej okolicy. W rodzinach naszych pradziadów przybywało potomstwa, którego liczba – mimo wysokiej śmiertelności - nierzadko dochodziła nawet do dziesięciu. Ziemia będąca w posiadaniu chłopów od ogłoszenia w 1864 roku przez cara ukazu uwłaszczeniowego dzielona była na kolejnych potomków. Coraz częściej brakowało chleba i miejsca w wiejskich chałupach.
     W tym czasie nastąpiła w świecie era rewolucji przemysłowej podnosząc błyskawicznie poziom życia w niektórych krajach. Na dodatek po zniesieniu dotychczasowych, feudalnych realiów ekonomicznych, wprowadzona została gospodarka towarowo-pieniężna. W życiu naszych przodków pojawiła się nowa wartość – pieniądze. Porzucenie rodzinnego domu z przekleństwa stało się teraz błogosławieństwem, dającym nadzieję na zarobienie pieniędzy i poprawę warunków życia. Polacy, tak jak inne narody Europy, wyruszyli w świat.
     Jaziewo było wówczas gęsto zabudowane i również przeludnione. Położone po obu stronach ulicy (dzielone wielokrotnie od pierwszych nadań ziemi na początku XVIII w.)  siedliska miały nie całe dwadzieścia metrów szerokości. Dlatego też po obu stronach wsi, biegła po „zagumieniu” droga ułatwiająca dojazd furmanek ze zbożem do stodół. Nazywano ją  ułeczką.    
        Młodzież pochodząca z wielodzietnych rodzin, nie mając nadziei na poprawę warunków życia, zaczęła wyruszać w świat. Były to głównie wyjazdy za chlebem do Ameryki, krainy epokowych wynalazków i boomu gospodarczego.  Zdarzało się też, że w przypadku młodych mężczyzn powodem wyjazdu była chęć uniknięcia służby w rosyjskim wojsku lub ucieczka przed carskim wymiarem sprawiedliwości. Ci, którzy wyjechali pierwsi „zabierali” później swoje rodzeństwo, kuzynów i sąsiadów. Napływające do kraju pierwsze dolary rozbudzały pragnienia o amerykańskim śnie. Kto tylko mógł pożyczał pieniądze na drogę i wyjeżdżał. Wyjazd taki kosztował niemałą sumę w rublach (może ktoś z czytelników wie, jaka to była kwota?). Udający się na emigrację, odprowadzani przez bliskich, szli z tobołkami przez łąki w kierunku Nozdranki, gdzie odbywało się pożegnanie. Dla większości było to rozstanie z rodziną do końca życia. Przeprawiano się później łódką na drugi brzeg kanału, by dalej iść z przewodnikiem do leżącej w Prusach Wschodnich stacji kolejowej w Prostkach. Przewodnikiem w Jaziewie był Dąbrowski. Po kilku dniach spędzonych w kolejowych wagonach podróżni docierali do portów niemieckich: Hamburga lub Bremy, by później płynąć ponad dwa tygodnie statkiem przez Atlantyk do Nowego Jorku, Baltimore lub Bostonu. Urodzony w 1891 roku w Jaziewie Ignacy Milewski wypłynął z Bremy 12 marca 1907 roku statkiem SS „Wurzburg”, by 29 marca przybić do Ellis Island w Nowym Jorku. W niektórych przypadkach podróż morska rozpoczynała się też w Królewcu lub w portach holenderskich.
        Ellis Island to wyspa leżąca tuż przy wejściu do portu Nowy Jork. W latach 1892-1924 istniało tu centrum przyjmowania imigrantów przybywających na wschodnie wybrzeże Stanów Zjednoczonych. Odbywało się tu przesłuchanie i kontrola stanu zdrowia osób wjeżdżających. Po zrealizowaniu tej procedury, imigranci byli przewożeni na ląd, gdzie rozpoczynali nowe życie. Przez cały okres istnienia ośrodek ten przyjął ok. dwunastu milionów osób. Po I wojnie światowej St. Zjednoczone utworzyły w świecie sieć ambasad, w których można było ubiegać się o wizy. Wyeliminowało to potrzebę sprawdzania imigrantów w chwili ich przybycia.
       Z większości mieszkających w Jaziewie rodzin, ich krewni wyjechali do Ameryki. Nie zawsze jednak decyzja o wyjeździe była łatwa. Mogła się o tym przekonać Franciszka Krysztopówna. Gotową do drogi dziewczynę do zmiany planów nakłonił mieszkający naprzeciwko sąsiad Józef Paweł Andruszkiewicz.  Wkrótce odbyło się wesele, a w 1898 urodził się ich pierworodny syn, Józef. Zdarzało się, że w wyjeździe przeszkodził ktoś z rodziny. Zofii Szmygiel (ur.1902) uniemożliwił wyjazd jej brat Sylwester, który schował shipkartę. W podróż często udawało się kilkoro rodzeństwa. W rodzinie Józefa Janika (ur. 1912) wyjechało trzech stryjów. Natomiast czwarty z rodzeństwa, ojciec Józefa - Bolesław pojechał tam, żeby skłonić braci do przekazania mu ojcowizny. Wybuch I wojny światowej i choroba nóg sprawiły, że z dala od rodziny musiał spędzić całe dziesięć lat.
      Wśród emigrantów z Jaziewa były m. in. stryjeczne siostry: 19-letnia Marianna i 18-letnia Rozalia Krysztopówny w roku 1900 oraz 17-letni Stanisław Szmygiel w roku 1902. Ten ostatni przy osiedleniu się w Ameryce korzystał z pomocy pochodzącego z Janówka kuzyna Toczyłowskiego, by po kilku latach pomóc wspomnianemu wcześniej Milewskiemu. 
    Zderzenie z amerykańskimi realiami często okazywało się bolesne. Emigranci pochodzenia chłopskiego w uprzemysłowionym kraju dostawali ciężką, najgorzej płatną pracę w kopalniach, rzeźniach i w rolnictwie przy zbiorach owoców. Byli też zatrudniani w większości na stanowiskach dla niewykwalifikowanych robotników w zakładach przemysłowych.  Za wykonywaną pracę dostawali 1-2 dolary dziennie (znacznie poniżej średniej amerykańskiej pensji). Jednak emigrantom w USA żyło się z pewnością lepiej niż w ojczyźnie. Osiągany dochód pozwalał na utrzymanie rodziny i odłożenie kilkudziesięciu dolarów rocznie.
     Z mieszkających wówczas w Jaziewie trzech rodzin Matyskiełów, jednej w Mogilnicach i jeszcze kilku w regionie, na emigracji m.in. byli: Bolesław (ur. 1881) – wyemigrował w roku 1906; Jgnacy (ur.1875); Kazimierz (ur.1873) – wyemigrował w roku 1907 z Grodna; Franciszek (ur. 1889) – wyemigrował w roku 1913 z Suchowoli; Antoni (ur.1895); Pelagia (ur.1886); Adam (ur.1873) – wyemigrował z Suchowoli i Karol (ur.1870). Z mojej rodziny wyjechali dwaj bracia dziadka Antoniego: Bronisław i Stanisław.  Stanisław założył rodzinę i prowadził własny sklepik. Miał syna Józefa, który będąc rozrywkowym kawalerem przepuszczał w weekendy całotygodniowy utarg ojca. Ze Stanisławem utrzymywaliśmy kontakt listowny. W 1961 roku, będąc już w podeszłym wieku ostatni raz napisał do nas i przysłał mi zabawki, z których zachował się do dzisiaj mały plastykowy konik – jedna z niewielu pamiątek po tamtym pokoleniu. Z Bronisławem nie mieliśmy żadnego kontaktu.     
    W chwili wybuchu I wojny światowej amerykańska Polonia liczyła około 3 milionów osób. Największe skupiska polskiej ludności zamieszkiwały tereny od wschodniego wybrzeża po pogranicze z Kanadą w okolicy wielkich jezior. Życie na emigracji toczyło się wokół polskich parafii i organizacji o charakterze społeczno-narodowym i patriotycznym. Kiedy trzeba było walczyć o wolność ojczyzny, przebywający na emigracji młodzi Polacy masowo zaciągali się, jako ochotnicy do amerykańskiego wojska by bić się z Niemcami. Do armii amerykańskiej wstąpiło prawie 40 tys. Polaków. Wśród mężczyzn poddanych wówczas rejestracji figurują: Frank, Bolesław, Michael, Antoni oraz wspomniany wcześniej Bronisław Matyskieła. Być może z Bronisławem stało się coś w czasie wojny.   
    Młodzi Polacy z Ameryki zasilili też powstającą w 1917 roku we Francji „Błękitną Armię” gen. Hallera.  Niezależnie od koloru mundurów, walcząc z zaborcą, ponosili najwyższą ofiarę. Wcielony do armii amerykańskiej Wiktor Ostrowski z Czarniewa zginął 18 lipca 1918 roku w czasie niemieckiego ataku gazowego pod Verdun. Miał wówczas 29 lat.  Polegli też, będąc amerykańskimi żołnierzami: Wiśniewski z Dolistowa (matka z Kalinowskich z Jaziewa) i Mieczysław Kalinowski z Jaziewa (brat Michała). Pochodzący z Mogilnic Mikazy Aniszko (wyjechał do USA w roku 1908 w wieku 22 lat) uległ zatruciu gazem i po wyleczeniu wrócił do kraju.
        Do Armii Hallera zaciągnął się przebywający w Ameryce Józef Sieńko z Jaziewa, który po zakończeniu wojny pozostał w kraju. We wsi nazywano go później „Helerem”. W spisie żołnierzy Armii Hallera ujęci są Józef i Antoni Matyskieła.
       Po wypełnieniu swej misji, Hallerczycy ładowali się na statki w Gdyni by wracać do Ameryki. Na wieść o nadciągających ordach bolszewickich większość z nich zrezygnowała z wyjazdu, by wziąć udział w obronie ziemi ojczystej w lecie 1920 roku.
      Wśród rejestrowanych do poboru do wojska w czasie II wojny światowej znajdują się - sądząc po pisowni imion – w większości mężczyźni urodzeni już w Ameryce: John Joseph, Stefan, Stanisław, Edward P., John C., Joseph W., Walter F. i Walter W. Matyskieła.
     Zdarzało się, że pochodzący z naszego regionu emigranci wyjeżdżali w tamtym czasie do innych krajów. Jan Świerzbiński z Jaziewa przebywał w Brazylii. Po I wojnie światowej wrócił do rodzinnej wsi, by za zarobione pieniądze otworzyć sklepik. Jego „firma” - jako jedyna istniejąca w Jaziewie - jest ujęta w Księdze Adresowej Polski z 1929 roku.
     Bywało, że do kraju wracali też ci, którzy przebywali w Ameryce. Byli to najczęściej samotni mężczyźni, którzy nie założyli tam rodziny lub ci, którym się nie powiodło. W Jaziewie przed I wojną światową zamieszkał pochodzący z Promisk Stanisław Sawicki
(dziadek Edwarda Sawickiego), który za odłożone z pracy w „majnach” (ang. mine – kopalnia) 400 dolarów kupił ziemię od Janików i tu założył rodzinę. Wrócili też: jeden z Janików i Borkowski. Ten ostatni odsądził swoją część ojcowizny od brata i dożywał u Bogdziów. W 1971 roku powrócił na stałe Kazimierz Szmygiel. W czasie wojny był na Syberii, skąd trafił do Armii Andersa. Po przejściu całego szlaku bojowego i zakończeniu wojny pojechał z Anglii do wspomnianego wcześniej brata Stanisława. Zmarł w 1973 roku u rodziny w Jaziewie. Bardzo rzadko wracały całe rodziny. Do kraju po I wojnie światowej wrócili Leszczyńscy z Wrotek oraz Wiśniewscy z Dolistowa.
    Żoną Wiśniewskiego została w Ameryce pochodząca z Jaziewa Julianna z Kalinowskich, siostra Michała. Tam też urodziły się ich dzieci. Piszę o tym, ponieważ z Kalinowskimi łączy mnie dalekie pokrewieństwo. Z rodziny tej pochodziła jedna z moich prababek ze strony ojca – Michalina. Była żoną Wojciecha Kamińskiego w Jagłowie i miała dwie córki: Feliksę (1887-1919) – matkę mojego ojca i Teofilę (1888-1974) – zamężną za Matyskiełą w Suchowoli. 
    Odzyskanie w 1918 roku niepodległości nie zahamowało emigracji zarobkowej. Nasi rodacy nadal wyjeżdżali do Ameryki. Pojechał tam, stryjo mojej mamy - Antoni Tomaszewski z Jamin (były tam jego siostry Rózia i Wincka). Wrócił jednak po kilku latach, bo nie znosił „stawać na dzwonek do pracy”. Wyjeżdżano też za chlebem do Niemiec i Francji. W latach trzydziestych ubiegłego wieku w Niemczech byli Józef Borysewicz i Wacław Panasewicz. Do Francji pojechali m. in. Franciszek Andruszkiewicz, Zygmunt Olszewski, Stanisław Kuczyński i Kazimierz Sieńko. Andruszkiewicz doznał kontuzji w czasie pracy w kopalni. Po wyleczeniu został tam na stałe i założył rodzinę. W 1978 roku odwiedził w Jaziewie krewnych i znajomych, a wśród nich kolegę z czasów młodości -mojego ojca. Pracujący w przemyśle zarabiali więcej, natomiast ci na roli raczej niewiele. Zatrudnionemu u francuskiego farmera Kuczyńskiemu odłożone pieniądze nie wystarczyły na podróż i z wielkimi trudnościami dotarł do domu. Żartowano później we wsi, że Staś Kuczyński wrócił z Francji na piechotę.
     Niektórzy z przebywających we Francji polskich robotników zarazili się ideami głoszonymi przez Francuską Partię Komunistyczną, i to na tyle skutecznie, że szerzyli je po powrocie do kraju. Należeli do nich  Stanisław Feler z Kopytkowa, który za pierwszego Sowieta był przewodniczącym Rady Narodowej w Jaminach, a „za Niemców” został zastrzelony przez Ignacego Pawełkę - agenta niemieckiej Abwehry i  Władysław Pycz z Czarniewa.
          Zdarzało się, że przebywający na emigracji w Ameryce odwiedzali po latach swoich bliskich w kraju. W sierpniu 1960 roku przyjechał po kilkudziesięciu latach do Jaziewa Józef Sieńko (z innych niż „Heler” Sieńków). Odwiedził bliższą i dalszą rodzinę oraz znajomych. W czasie jego pobytu do wsi przyjechało kino objazdowe, by w remizie wyświetlić „Krzyżaków”. Na film tłumnie podążyła cała wieś. Sieńko był tym bardzo zdziwiony. Powiedział, że nie ma czasu chodzić u siebie do kina, a poza tym musi oszczędzać dolary.      
          Niemałą rolę w transporcie rodaków za ocean odegrały dwa polskie statki pasażerskie. Pierwszym z nich był zbudowany w 1936 roku we włoskiej stoczni M/S „Batory”. Zastąpił go w 1969 roku zakupiony w Holandii, TS/S „Stefan Batory”, który pływał przez Atlantyk jeszcze w latach osiemdziesiątych. 
         Emigracja w poszukiwaniu lepszego życia przez długie lata była nieodłączną częścią naszej rzeczywistości. Przez długie lata określenie „Amerka” oznaczało dobrobyt, nienaruszalność prywatnej własności i wolność obywateli, a także postęp i nowoczesność. Do wybuchu II wojny światowej wyjechało do Ameryki ok. 12 milionów Polaków. Nieocenioną była pomoc, jakiej udzielali swoim rodzinom w zniszczonym działaniami wojennymi kraju. Słowo: „dolary” miało wtedy magiczną moc. Drobne banknoty wkładane do listów, czy też paczki, przeważnie z odzieżą, były tu w kraju bardzo oczekiwane. Z przykrością należy jednak stwierdzić, że owe przesyłki były pokusą dla nieuczciwych pracowników poczty.
     Po II wojnie światowej wyjazdy zagraniczne naszych rodaków zostały początkowo bardzo ograniczone przez władzę komunistyczną. Na sile przybrały dopiero w latach siedemdziesiątych u.w. Ówczesne państwo, tworząc sklepy „Pewexu” znalazło sposób na ściąganie dolarów z rynku.   Emigracja do USA trwa po dziś dzień. Jeśli zaś chodzi o rodziny noszące moje nazwisko, to tu, w Polsce można je policzyć na palcach obu dłoni. Natomiast nazwisko Matyskiela noszą dziesiątki rodzin rozsianych po wszystkich stanach  A.P.

   
 W tekście wykorzystano ustny przekaz następujących osób:
Bronisław Matyskieła    (1907-1984),
Józef Janik                  (rocznik 1912),
Helena Matyskieła  (rocznik 1922),
Leopold Murawski (rocznik 1934)
oraz strony:
Ancestry.com i www.ellisisland.org

Grajewo, dn. 25 września 2008 roku.                                                                           Józef Matyskieła
  

niedziela, 12 lutego 2012

Z archiwum parafii Jaminy. W poszukiwaniu przodków - 3 x pradziadka - Wojciecha Lewoca.

Gdy zainicjowałem indeksację zasobów parafii Jaminy wiedziałem już, że nie rozwiąże to wszystkich moich zagadek genealogicznych dot. rodziny ze strony Mamy. Parafia ta funkcjonowała od mniej więcej 1755 roku. Wieś Jaziewo, będąc w moim głównym zainteresowaniu, zaistniała gdzieś na przełomie XVII i XVIII wieku. Przodkowie jak to przeważnie u mnie bywało, nie potrafili usiedzieć długo na jednym miejscu, i co parę pokoleń wędrowali. Tutaj także pojawili się nie od razu zahaczając wcześniej o Jasionowo Dębowskie, Kopytkowo i być może jeszcze wiele innych miejsc, bardziej na wschód od parafii Jamińskiej.
Jednak odbiegam trochę od głównej przyczyny dla których piszę te słowa, a do tematu migracji i pojawienia się rodzin Noruk i innych w tutejszej parafii będę jeszcze nie raz wracał.

Starając się uzupełnić informację o moim 3 x pradziadku - Wojciechu Lewocu, przeszukiwałem już zindeksowane materiały i na razie nic. 
Lewoców w pewnym momencie historii pojawia się mnóstwo. Wydaje się że nadchodzą z sąsiedniej parafii Krasnybór, aby poprzez Czarniewo, Jaminy dotrzeć także do Jaziewa. Niestety akt zgonu, który poprzednio opublikowałem, nie zawierał informacji o rodzicach Wojciecha, co wydaje się jedynie potwierdzać teorię że w samej miejscowości Jaminy , musieli zamieszkiwać od niedawna (początek XIX w). Na tyle niedawno że w tak małej społeczności nie zachowały się w pamięci informacje o jego rodzicach. 
Wojciech Lewoc, jeśli zmarł w 1845 r, przeżywając ok 43 lat, a urodził by się w samych Jaminach, powinien być znany z "otieczestwa", czyli tego, kto był jego ojcem dla jemu wspólcześnie żyjących. Biorąc poprawkę na wiek zmarłego, która to liczba podawana była często na wyczucie, zwłaszcza jak brakowało lokalnie metryki potwierdzającej datę urodzenia,  szukałem informacji o urodzeniu, chrzcie lub ślubie przed rokiem 1800 r.
I tutaj, na razie, znalazłem tylko jednego Wojciecha Lewoca, urodzonego w Czarniewie. Wsi położonej obok Jamin ale niestety różnica wiekowa starczyłaby na jeszcze jedno pokolenie, gdyż ten ochrzczony został w 1772 r.
Postanowiłem więc do następnych odkryć, wykorzystać moc prowadzenia bloga. Zacznę w tym miejscu publikować informację o odnalezionych osobach o nazwisku LEWOC, licząc na uzupełnienia i komentarze jak to już nie raz bywało.
Całość materiału jest w posiadaniu i opracowaniu Jamińskiego Zespołu Indeksacyjnego, wszelkie prawa zastrzeżone, kopiowanie lub przedruk biogramów w mediach lub serwisach internetowych wyłącznie za zgodą autora. 
A więc zaczynam:

  • Czarniewo.300/1772. Urodził się Wojciech Lewoc s. Stefana (Szczepana) i Marianny C(e)alewskiej. [zapis imienia Stefan w łacinie może oznaczać równie dobrze Stefana co Szczepana. Litera w nawiasie, sugeruje alternatywne brzmienie lub zapis, inny niż w samym akcie] Chrzestnymi byli Jan Ostrowski i Marianna Chuderka.
  • Czarniewo. 8/1761 r. Ur. Maciej Lewoc s. Jana i Elżbiety G(ie)łażynówny. Chrzestny Jan Wojownik wraz Anną Balukiewicz
  • Mogilnice 10/1761 Przy urodzeniu dziecka wymieniona Marianna Lewoncówna (sic!) jako żona Jana Kuchara, chrzestną była Elżbieta Lewoncówna obok Jana Dorgusza vel Dorguszewicza [w przypadku kobiet chrzestnych podaję dane ojca chrzestnego, który mógł być spokrewniony] 
  • Czarniewo. 29/1761. Wymieniona jako chrzestna Elżbieta Lewocowa obok Pawła Chodorskiego vel Chodorowski
  • Czarniewo.62/1762. Wymieniony chrzestny, Stefan (Szczepan) Lewoc przy chrzcie Krystyny Wojownik c. Józefa 
  • Czarniewo. 63/1763. Wymieniony chrzestny, Jan Lewoc przy chrzcie Marcina Kolenkiewicza s. Mikołaja.
  • Czarniewo 76/1763. Wymieniony chrzestny Jan Lewoc przy chrzcie córki Wojciecha Pycza
  • Czarniewo 97/1767. Wymieniony chrzestny Jan Lewoc przy chrzcie córki Jana Ro(a)tkiewicza
  • Czarniewo 98/1767. Wymieniona jako chrzestna Elżbieta Lewocowa wraz ze Stefanem Pycz , przy ur. c. Wojciecha Krawczuka
  • Czarniewo 113/1764. Ur. Michał Lewoc s.Jana Lewoca i Elżbiety G(ie)łażynówny. Chrzestni Bartłomiej Giełażyn wraz Krystyną Wojtulewiczówną
  • Czarniewo 116/1764. Wymieniony Stefan Lewoc wraz Magdaleną Wysocką przy chrzcie c. Stanisława Markowskiego
  • Czarniewo 121/1765. Wymieniony Stefan Lewoc wraz z Marianną Chodorską przy chrzcie s. Józefa Wojownika
  • Czarniewo 122/1765. Przy ur. s. Wojciecha, wymieniona Marianna Lewoc, żona Jana Bielawskiego. Matką chrzestną była Elżbieta Lewoc.
  • Czarniewo 124/1765. Wymieniony jako chrzestny, Stefan Lewoc wraz z Elżbietą Pycz, przy chrzcie syna Franciszka Lutego.
  • Jaziewo 127/1765. Przy ur. córki, matka Marianna Lewoc(?), żona Jana Janika
  • Czarniewo 150/1766. Wymieniony Stefan Lewoc, jako chrzestny dla c. Szymona Wojownika
  • 1768 (page016). Zniszczony akt w którym mowa jest o dziecku Marianny Woj(e)ownik. Chrzestna Marianna Lewocówna
  • Jaminy 240/1770. Matka Dorota Lewoń (sic!), żona Jana Tomaszewskiego
  • Jaziewo. 1700 (page019). Chrzestna Marianna Lewoc wraz z Mateuszem Rudzińskim dla s. Stanisława Calewskiego
  • Czarniewo 248/1770. Chrzestna Marianna Lewoc wraz ze Stanisławem Chodorskim dla c. Stanisława Werkowskiego
  • Czarniewo 1770/268. Chrzestny Szczepan lub Stefan Lewoc dla c. Jakuba Jeroma
  • Czarniewo 1770/282. Chrzestna Marianna Lewoc wraz z Bartłomiejem Haraburda dla c. Franciszka Lutego i Elżbiety Hryń
  • Czarniewo 283/1770. Chrzestny Stefan Lewoc dla c.Macieja Pycz
  • Czarniewo 1772 (page023). Chrzestny Stefan Lewoc dla dziecka Wojciecha Pycza
  • Czarniewo 1775/322. Chrzestny Michał Lewoc wraz z Marcelą Wojewnik dla s. Tadeusza Chodorskiego i Marianny Szyc
  • Czarniewo 1775/358. Ur. Stanisława Lewoca, s. Michała i Krystyny Calewskiej. Chrzestni Bartosz Chodorski i Krystyna Borysewicz
  • Czarniewo 1791/442. Chrzestny Stefan Lewoc wraz z Katarzyną Ostrowszczanką dla c. Antoniego Pycza
  • Czarniewo 1791/444. Ur. Marianna Lewoc, c. Michała i Krystyny. Chrzestni Szymon Ostrowski i Agnieszka Pyczówna
  • Jaminy 1766/468. Chrzestny Stefan Lewoc dla c. Ignacego Wasilewskiego
  • Czarniewo 1772/487. Chrzestny Stefan Lewoc wraz z Krystyną Chodorską dla s. Szymona Ostrowskiego
CDN...

Kotlina Biebrzańska biorąca swój początek w okolicach Nowego Dworu. Źródło: Geoportal.gov.pl
   


niedziela, 25 grudnia 2011

A słowo stało się ciałem


Wszystkiego najlepszego z okazji Świąt Bożego Narodzenia. 
Chciałbym wam dziś przedstawić nowe miejsce, w którym wespół z coraz większym gronem znajomych próbujemy zamienić niegdyś zapisane słowa w konkretne działania. Ocalić od zapomnienia odeszłe pokolenia, sprawić by jeszcze raz, zapisane słowa przybrały ciało konkretnych osób, skrywane za datami i literami nazwiska. Osób, które kiedyś pośród tych samych dróg, rzek i lasów zamieszkiwały te ziemie  W ten sposób urzeczywistniamy znaną sentencję "... słowo stało się ciałem"
Stworzyliśmy Jamiński Zespół Indeksacyjny mający na celu odczytanie, przepisanie i zindeksowanie w dostępnej formie najstarszych zasobów metrykalnych parafii Jaminy. Skrótowa nazwa JZI (easy)  sugerowałaby, że będzie łatwo;-) , czas jednak pokaże.
Niepisana umowa z księdzem proboszczem zobowiązuje nas do przekazania tak opracowanego materiału po jego ukończeniu na parafię Jaminy. Dlatego też, do czasu ukończenia i dalszych uzgodnień z księdzem proboszczem nie udostępniamy opracowanych materiałów. Sam projekt w zależności od możliwości czasowych jej członków, może trwać rok lub dłużej. Można jednak pomóc i przyspieszyć te działania włączając się za pośrednictwem internetu w nasze działania.
Skład zespołu rośnie i na dzień dzisiejszy tworzą w kolejności przystąpienia:
Zbigniew Mierzejewski 
Daniel Paczkowski
Aneta Cich
Krzysztof Zięcina
Ryszard Koronkiewicz 
  Jay Orbik
To miejsce czeka na Ciebie....!
Zapraszam do dzielenia się informacjami na naszej stronie na Facebooku: 

Jamiński Zespół Indeksacyjny - oficjalna strona


niedziela, 13 listopada 2011

Pomysły i projekty

Dziś mija kolejny w ostatnim czasie długi weekend. Ten, był ukoronowaniem moich starań o wgląd do aktów metrykalnych parafii Jaminy. Parafii części moich przodków ze strony Mamy w okolicach Augustowa. 

Zabytkowy drewniany kościół w Jaminach wraz z okalającym cmentarzem

Podjąłem pewne zobowiązania, "zdygitalizowania" jej zasobów i na tej zasadzie spróbuję zindeksować oraz zaprezentować istniejące tam akta metrykalne. Niestety będzie to rozciągnięte w czasie i odbywać się będzie cyklicznie, częściami w miarę moich możliwości. 

Co do innych pomysłów, raczej utopijnych są i kolejne. Zbudowania drzew genealogicznych takich wsi jak Jaziewo, Kamionowo, Grabowo. Pomysł wziął się z przekonania, że większość mieszkańców małych wiejskich społeczności jest ze sobą powiązana relacjami rodzinnymi. Pomysł trudny do ubrania w jakieś ramy i kryteria a cóż dopiero w realizację. Zostałem do tego zainspirowany korespondencją ze znajomą. Pomyślałem, że warto by było, choć skupić się na nazwiskach-rodzinach w danej miejscowości występujących od dawien dawna. Wszystkie te pomysły wymagałyby niemal tytanicznej pracy oraz wsparcia wielu osób. Z powodu braku przede wszystkim lokalnego wsparcia muszę odłożyć je na półkę. Poczekać na czasy, kiedy to dysponując jego większą ilością oraz siłami uda mi się z nimi zmierzyć. Tymczasem... 
W drodze do... parafii Jaminy pojawiły się także pewne nurtujące mną pytania i tematy do opisania. 
Oto jeden z nich. Tak charakterystyczny niekiedy dla naszego krajobrazu, że nie zwracamy na niego większej uwagi. Szkoda, bo niesie nam cenne informacje o historii regionu oraz o miejscach z nim związanych. 

W tej części obecnego woj. podlaskiego, przy drogach i nie tylko można spotkać ogromną i chyba nigdzie indziej niespotykaną ilość krzyży, kapliczek, tablic, pomniczków itp. Dla obcokrajowca jadącego drogą np. E67 Białystok-Suchowala-Sztabin-Augustów nie ma wątpliwości, że znalazł się w kraju katolickim. Można nawet chyba się pokusić o wyodrębnienie specyficznej architektury, poszczególnych tego typu budowli jak i charakterystycznych elementów.
Nie sposób jadąc zliczyć tych wszystkich upamiętnionych miejsc przy drodze, ale niech wystarczy to, że na pewnym odcinku, w odległości kilkudziesięciu metrów, było ich tylko po jednej stronie - sześć może więcej. Na czym polega to zjawisko i skąd się bierze?  

Czarniewo. Kapliczka i krzyż

Otóż trzeba rozróżnić tu kilka rodzajów sakraliów:

Krzyże i kapliczki przydrożne, 
  • Graniczne, na rozdrożach, łąkach i lasach 
Krzyże i kapliczki wotywne, płyty upamiętniające 
  • Dziękczynne np. za ocalenie np. od zarazy, za powrót do domu, za urodzenie syna itp. 
  • Błagalne o ochronę i opiekę przed wojną, piorunami, klęskami żywiołowymi i wszelkim złem 
Krzyże, kapliczki i płyty ogólno pamiątkowe 
  • Upamiętniające jakieś wydarzenia, nawiedzenia duszpasterskie, misje rekolekcyjne itp. 
  • Upamiętniające najczęściej tragiczną śmierć osoby lub większej grupy osób 
Czarniewo. Rozdroże i kamień , którego napisu nie byłem w stanie odczytać

Z tym ostatnim kojarzy mi się jeszcze jeden powód, dla którego w czasach mniej więcej średniowiecza pojawiały się przydrożne kamienie i krzyże pokutne. To z tamtych czasów wywodzi się zwyczaj, że grzesznik, który dopuścił się zabójstwa lub innej niegodziwości, w ramach swojej pokuty stawiał prosty kamienny krzyż przy drodze. Pokuta polegała między innymi na tym, że był zobowiązany sam taki kamień wykuć, przetransportować i umieścić. W dzisiejszych czasach ilość krzyży i tabliczek upamiętniających śmierć przy drodze sugeruje nam jakby ktoś chciał odkupić swoje winy. Za co? 

Za to, że pozwolił wsiąść pijanemu kierowcy za kierownicę, za to, że kupił narwanemu i młodemu kierowcy motocykl lub auto, w końcu też chyba i za to, że pozostała rodzina bierze na siebie ciężar takowej śmierci. Nie wiem, jakimi powodami kierują się obecnie ludzie, że oprócz grobów na cmentarzu stawiają i te przy drogach- symboliczne. Wygląda to tak jakby bliscy obwiniali się za tego rodzaju śmierci i tym sposobem próbują zagłuszyć i odkupić domniemaną winę. Kiedyś mawiało się, że krzyż w miejscu tragicznego wydarzenia miał uspokoić skołataną i zagubioną duszę tak tragicznie zmarłego jak i przechodnia. 

Dziś nikt już nie pamięta, po co powstały, napisy się zatarły tak jak i ludzka pamięć, pozostało tylko miejsce, które zarasta lub jest likwidowane podczas kolejnej modernizacji drogi. Te krzyże to też historia. Pamiętajmy o nich. 





     Kapliczka w Jaminach                                                          Piękny krzyż i jego blask

Sygnatura na odnowionej kapliczce w Jaminach przy drodze do Czarniewa
Roku 1837 dnia 3 lipca. fundator Karol Kundziewicz. Wieś Czarniewo
Wszystkie prezentowane kapliczki "budkowe" pochodzą z okolic Sztabina, parafia Jaminy. Występują w obrębie dawnej Puszczy Jaminy wydzielonej z Puszczy Nowodworskiej. Podobne spotkałem jedynie na Kurpiach np. w miejscowości Zbójna, na północnym Mazowszu co wg mnie sugeruje migrację lub pochodzenie ludności. Jak widać kapliczki tego typu budowane w XIX wieku, może także wcześniej są charakterystyczne dla społeczności "puszczańskiej"

piątek, 16 września 2011

Podumarłe strony. Resurrection


Witajcie po długiej przerwie, za którą Was bardzo przepraszam. Ten blog jeszcze nie wymarł, jak choćby widać po ilości odwiedzających. Zaniedbałem pisanie gdyż wiele ostatnio w moim życiu się wydarzyło i gdy już choćby tylko z poczucia winy oraz obowiązku, siadałem do pisania to pomysły pryskały jak bańki mydlane, pękając pod wpływem wielu wydarzeń. Próbowałem spisywać je do kajetu, lecz upływ czasu, emocji i wrażeń pozwalających je przenieść na te strony rozpływał się niczym poranna mgła z nastaniem kolejnego, następnego i następnego dnia. Może kiedyś uda mi się te bazgroły bezrefleksyjnie przenieść w wirtualne strony tego świata.

Teraz powracam licząc, że znów będę miał coś do przekazania i upamiętnienia na tych stronach. 
W między czasie oczywiście podejmowałem próby podążania śladami przodków, ale nie były one niestety zwieńczone jakimiś spektakularnymi odkryciami. Próby dotarcia do niektórych dokumentów bezpośrednio na parafiach i archiwach oddaliły się w bliżej nieokreśloną przyszłość, czasem po prostu z powodu oporu dysponentów, którego pokonanie wymaga czasu i wielu zabiegów. 
Takie archiwalne poszukiwania przysparzają mi coraz więcej wiedzy obocznej na temat badanych regionów i nazwisk. Z korespondencji, którą także zaniedbałem wiem, że wielu osobom niechcący pomogłem w poszukiwaniach jak choćby dla Rodu Ziemczyków i Pani Aliny, którą tą drogą serdecznie pozdrawiam.
Planuję, więc publikację niektórych zdobytych informacji, dokumentów i zdjęć nawet, jeśli nie dotyczą one bezpośrednio mojej rodziny czy regionu zainteresowań.

                                
 
Jedna z wielu tego typu kapliczek w okolicach Jamin. Napis z 1861 po remoncie. 


Kapliczka przy leśnej drodze Jaminy-Jaziewo podziurawiona kulami sowieckich żołnierzy
Kościół w Bargłowie Kościelnym

W drodze do... grzebałem się także w ziemi, śladami materialnej przeszłości minionych czasów, czego efektem było kilka artefaktów...jak choćby te guziki z pruskiego munduru prawdopodobnie z okresu I-szej wojny światowej.

Guziki z pruskiego munduru używane w latach 1876-1918

Wiele z tych podróży zagrzebanych jest gdzieś w przepastnym archiwum z tysiącami zdjęć, które przypominają mi je od czasu do czasu, ukłony Panie Danielu.
Niestety podobnie jak w ludzkiej pamięci tak i w moim komputerze coraz trudniej je odnaleźć, a jakoś do zabierania ze sobą komputera i opisywani ich na bieżąco nie udało mi się przekonać.  

Gdzieś nad Łyną w okolicach Dobrego Miasta

Wędrowałem wieloma śladami miejsc i zdarzeń nie zawsze związanymi z przeszłością moich przodków. Te wędrówki nasunęły mi pomysły, aby jej tutaj potem opisać dla szerszego ogółu, bo są to miejsca ciekawe, a nie zawsze znane. 

Dzisiejsze Gładysze dawniej Shlodien. Dwór zrujnowany doszczętnie w latach 70-tych

Najprzyjemniejsze z dróg, jakie w tym czasie pokonałem to te wodne z moim kajakiem. Odkryłem tego lata prawdziwą przyjemność pływania w deszczu przy nieustannie zmiennej pogodzie. Tak to prawda, choć naprawdę nie mam powodów żeby narzekać na towarzysząca mojemu pływaniu pogodę. Ilustracją dla tych krótkich wypadów były popołudnia spędzone na lekturze książek np.: Melchiora Wańkowicza, „Na tropach Smętka”; „Polninken” Arno Surmińskiego czy też „Muzeum Ziemi Ojczystej” Siegfrieda Lenza, których lektury serdecznie polecam.

Z synem, kończąc spływ Sokołda-Supraśl

Gdzieś nad łączącym rzeki Pisę i Wadąg jeziorze o tej samej nazwie
Rzeki którymi spływałem w 2011 roku:
  • Omulew
  • Wadąg
  • Orzyc
  • Sokołda
  • Supraśl
  • Łyna
  • Rospuda
  • Pisa Warmińska
  • Jezioro Ukiel czyli Krzywe 
Pozdrawiam wiernych czytelników i mam nadzieję do zobaczenia "W drodze do..."

niedziela, 15 maja 2011

Anna Noruk z Jaziewa

Wstęp

Ten artykuł, autorstwa Pana Daniela Paczkowskiego  jest wynikiem poszukiwań jakie niezależnie czyniliśmy, chcąc zgłębić przeszłość naszych rodzin. Był dla mnie podstawą tezy że Norukowie wywodzili się, w znanej mi historii tej rodziny z Jaziewa, parafii Jaminy.
Moim subiektywnym zdaniem podobieństwo Anny Noruk do innych kobiet z tej rodziny w szczególności mojej babci Władysławy oraz jej siostry Apoloni Noruk jest uderzające.




Anna z Noruków

Kiedyś, jeszcze przed rozwodem, starałem się badać równolegle, genealogię mojej, obecnie byłej małżonki. Materiały zebrane przeze mnie być może posłużą kiedyś naszym dzieciom, jeśli będą się, choć trochę interesować historią rodzinną. Anna Jatkowska z Noruków była prababcią mojej małżonki. Niestety nie udało mi się zbadać dokładnie jej losów. Opierałem się głównie na nielicznych relacjach członków rodziny, którzy ją pamiętali. Nie wiem, kiedy dokładnie się urodziła. Mogły to być lata 80-te XIX wieku. Rodzice mieli na imię Piotr i Weronika. Pochodziła z małej wioski Jaziewo, położonej niedaleko Sztabina, nieopodal Biebrzy -rzeki nadającej rytm życiu mieszkających tam ludzi. Jej życie raczej nie było lekkie, naznaczone zostało wojną i utratą najbliższych. Po ślubie zamieszkała wraz z mężem Wincentym Jatkowskim w Augustowie. Urodziła sześcioro dzieci: dwóch synów i cztery córki.




Na początku II wojny światowej straciła syna Aleksandra. Z relacji rodzinnych wynika, że został aresztowany przez NKWD i nigdy z nieludzkiej ziemi do domu nie powrócił. Kiedyś znalazłem nazwisko Aleksandra w Indeksie Represjonowanych Ośrodka KARTA, instytucji niezmiernie zasłużonej dla odkrycia nieznanej i niebadanej oficjalnie po 1945 roku historii Polski. Imię ojca się zgadzało, miejsce urodzenia również. Postanowiłem zainteresować się sprawą Aleksandra. Ośrodek KARTA, do którego zwróciłem się, poradził mi, abym próbował zdobyć dokumenty z terenu dzisiejszej Białorusi przez Konsulat RP. Napisałem list do placówki w Grodnie i o dziwo, po około trzech miesiącach otrzymałem pocztą obszerną kopertę, zawierającą pismo przewodnie i kopię dokumentów, wskazujących, że Aleksander został aresztowany 5 października 1940 roku przez NKWD przy próbie nielegalnego przekroczenia granicy pomiędzy III Rzeszą, a ZSRR, wraz ze swym towarzyszem, który był ścigany przez sowiecką milicję. 12 maja 1941 roku został skazany na trzy lata łagru. Został zrehabilitowany na podstawie przepisów Republiki Białoruś 28.12 1995 roku.
Zły los spotkał też męża Anny, Wincentego. Zginął pod koniec II wojny światowej. Jego ciało znaleziono po roztopach wiosennych 1945 roku w rowie przy drodze z Augustowa do Wójtowskich Włók. W czasie, gdy zaginął, Wójtowskie Włóki znajdowały się po jednej stronie frontu, zajętej przez wojska niemieckie, a Augustów po stronie sowieckiej. Pochowany został na cmentarzu w Augustowie. Próbowałem odnaleźć jego nagrobek kilka lat temu, ale nie udało mi się, a pewności, że się zachował do dziś nie mam.
Anna po wojnie zamieszkała przy jednej z córek w Zawidowie, w oddaleniu od rodzin pozostałych dzieci. Odeszła w wigilię świąt Bożego Narodzenia 1963 roku.
Dziękuję Panu Zbigniewowi Mierzejewskiemu za propozycję napisania powyższego artykułu. Jak już pewnie czytelnicy bloga wiedzą, korzenie Pana Zbigniewa sięgają w jednej z linii właśnie Jaziewa koło Sztabina i rodziny o nazwisku, Noruk. Niestety, jak dotychczas nie wiadomo, w którym pokoleniu linie Pana Zbigniewa i Anny z Noruków zbiegają się ze sobą, (Jeśli się zbiegają, co jest bardzo prawdopodobne).

piątek, 6 maja 2011

Wymierający Ród rodziny Noruk z Jaziewa



Minęła Wielkanoc 2011. Czas spotkań przy stołach, opowieści rodzinnych i snucia planów na przyszłość. To czas, w którym, składamy sobie życzenia, czas spotkań w rodzinnym gronie z dawno niewidzianymi osobami, choćby na ekranie komputera, czy usłyszenia w słuchawce telefonu. Takie życzenia i rozmowy stały się dla mnie inspiracją do napisania tego artykułu o wymierającym rodzie Noruk z Jaziewa, który w mojej genealogii i opowieściach rodzinnych zajmuje ważne miejsce.
Jestem powiązany z rodziną Noruk poprzez babcię macierzystą - Władysławę Orbik zd. Noruk [1902-1984]. Tak już jest, że pewne matrylinearne, czyli żeńskie linie mojego wywodu odgrywały znaczącą rolę w momencie, gdy męscy przedstawiciele linii patrylinearnej-męskiej umierali młodo osierocając swoich potomków.
Ostatni, znany mi męski przedstawiciel tego rodu w kraju, wujek Edward Noruk [1935-2004] zmarł w chorobie kilka lat temu, pozostawiając po sobie żonę i dwie zamężne córki. Wujek Edzio, bo tak go nazywaliśmy, jak wielu męskich przedstawicieli rodziny Noruk, był żywym komentatorem wydarzeń politycznych, osobą dość apodyktyczną i autorytarną żyjącą w zgodzie z rodzinną tradycją.
W tym rodzie kobiety były skazane na rolę drugoplanową, dlatego też moja babcia tak długo zwlekała z zamążpójściem a "Ciocia Polcia" [właściwie babcia cioteczna Apolonia Noruk [1908-1981] nigdy nie wyszła za mąż, pozostając przy rodzinie swego brata do końca swoich dni. Decyzja babci Władysławy o zamążpójściu prawdopodobnie nie miałaby szans na realizację gdyby nie zgoda brata Jana Noruka [1895-1973], który miał wiele sióstr. Każdy ślub jednej z nich groził uszczupleniem ziemskich zasobów rodziny lub pomniejszeniem majątku z którego trzeba było uposażyć siostry. 
Okres powojenny dawał dla rodziny Noruk szansę na przetrwanie. Niestety wówczas śmierć zebrała swoje żniwo, głównie wśród męskich potomków. W tej rodzinie także wiele osób umierało młodo, nie zawsze z przyczyn naturalnych, zwłaszcza męskich przedstawicieli, jedynie kobiety przetrwały dożywając sędziwego wieku a i to nie wszystkie. Norbert Noruk [1932-1952],  Zyta Noruk [1942-1963], Stanisław Noruk {1963-1963], Janusz Noruk [1965-1968]. Mariusz Noruk [1971-1971]
Ochotnicza Straż Pożarna w Jaziewie, w środku z numerem 27 - Jan Noruk
Norukowie byli zawsze zaangażowani w życie polityczne, społeczne i patriotyczne naszego kraju. Legenda głosi, że jeden z przedstawicieli rodu chodził do króla z petycją, być może chodzi tu o taki zapis jak ten z 15 XI, 1796 kiedy włościanie kwatery Jamińskiej, klucza Ostrowieckiego w Amtcie Grodziskim zwracają się do kamery z prośbą o interwencję w sprawie wolnego wstępu do lasu i ulgi w podatkach; rkps; pol.; sygn. 1163; k.1.Jaminy. Niestety nie dotarłem do materiałów źródłowych dot. tych wydarzeń.
Najstarszy jak do tej pory ustalony przodek Maciej vel Mateusz Noruk [ok.17??-18??] widnieje na listach, jako skazany i zesłany za pomoc w Powstaniu Styczniowym. W książce "Zesłańcy Powstania Styczniowego z Królestwa Polskiego" w opracowaniu Zofii Strzyżewskiej są listy skazanych za udział i pomoc w powstaniu gdzie, na str. 116 poz. 137 widnieje Noruk Mateusz 10: 1324, co przy łacińskim zapisie Mathias może równie dobrze znaczyć Maciej co i Mateusz. Wszystko to wymaga jeszcze dokładniejszego zbadania, a materiały, jeśli nie w AGAD mogą być rozrzucone w archiwach Białoruskich, Rosyjskich lub Litewskich a nawet Ukraińskich.


Akt małżeństwa Macieja Noruka z Teresą Haraburda. 26.12.1821 r

Z zesłania tego Maciej vel Mateusz podobno wracał na piechotę przez blisko 2 lata. Jego potomek Jan Noruk, brat rodzony mojej babci Władysławy Noruk był zaangażowany w działalność organizacji strzeleckiej w okolicach, współzałożenie Ochotniczej Straży Pożarnej w Jaziewie, prowadzenie punktu bibliotecznego i rozwoju czytelnictwa w czasach, gdy na wsi dominował analfabetyzm. Sam ukończył 7 klas szkoły powszechnej, co na ówczesne czasy w środowisku wiejskim było b. dobrym wykształceniem.
Wg opowieści rodzinnych wybuch II wojny światowej zaprzepaścił potomkom rodziny Noruk szansę na darmowe wykształcenie, jakie gwarantowało niepodległe państwo Polskie za wkład Noruków w uzyskaniu niepodległości. Ojciec Jana Noruka i Władysławy - Antoni Noruk [1867-1926], w okresie międzywojennym był zaangażowany w komasację ziemi, co przypłacił zdrowiem, a w konsekwencji życiem. Ugodzony nożem podczas awantury o nowe podziały ziemi nigdy nie wydobrzał i zmarł wkrótce potem. Trzeba pamiętać, że ziemia wówczas była na wsi dobrem największym, które rozpalało emocje. W tym okresie rodzina Noruk przeniosła się ze wsi na kolonię budując tam swoje nowe siedlisko, palone dwukrotnie podczas II wojny światowej (ostatni raz ok., 22.06.1944 kiedy spalono 20 zagród koloni Jaziewo oraz wieś Polkowo). Wspomnienia tych wydarzeń pozostały długo w pamięci, a potwierdzenie tych nowy podziałów ziemi odnalazłem w Nr 21 Białostockim Dzienniku Wojewódzkim z 31 października 1938 r., w Dziale Urzędowym na str. 893


Lista mieszkańców okolic Jaziewa których ziemie skomasowano

Noruk to bardzo oryginalne i rzadkie nazwisko, które wg danych z początku XXI wieku nosiło w Polsce jedynie 19 osób. Można, więc przypuszczać, że tak niewielka populacja musi być ze sobą spokrewniona. I tu zaczynają się historie i zagadki wymagające głębszego zbadania. Może ktoś z czytelników zechce pomóc i wniesie coś nowego?
Okazuje się, że prawdopodobnie, co najmniej połowa z 19 osób wywodzi się z innej linii niż moja, a z kolejną czwartą częścią, nie znajduje jak do tej pory ścisłych powiązań, choć jej ślady zawsze prowadzą do Jaziewa, Jasionowa, Wrotek lub najbliższych okolic po tej stronie dawnej granicy zwanej Rusinami dla odmiany od Mazurów zamieszkałych po drugiej stronie kanału.
Nazwisko to mogło ulegać zmianom na przestrzeni dziejów, choćby poprzez transkrypcję z gwary lub łaciny na polski a potem cyrylicą na rosyjski. Tłumaczyć też może zamianę "a" na "o". Sama etymologia nazwiska jak wykazała korespondencja ze znawcami tematu wskazywać może na pochodzenie z tzw. Rusi Czarnej lub Czerwonej gdzie sufiksu -uk/-juk i –enko używa się dla określenia "maleńki", syn maleńkiego lub uczeń. Dla przykładu podaję tu nazwiska o podobnym pochodzeniu i końcówką np. Tkaczuk, Bondarczuk, Fiedorczuk itd.
Szukając znaczenia oryginalnego nazwiska spotykałem się z taką etymologią: 
1) radlica, część radła drewnianego, które wchodzi w ziemię, fragment ostrza pługa lub motyki
2) nazwisko może także wywodzić od nazwy osobowej Naroz, ta od naróg
3) słup graniczny, (zob. K. Rymut, Nazwiska Polaków, t. II, s. 139), także „wnętrzności sarny albo jelenia” (zob. tzw.Słownik warszawski, t. III, s. 151).

Jeszcze inne ciekawe wyjaśnienie podesłał mi Pan Jerzy Aftanas z portalu www.genealodzy.pl
"Słownik gwar polskich" Jana Karłowicza z 1908 roku i tam ze zdumieniem odczytałem taki zapis: 'nor = borsuk, norek = człowiek a. zwierze bardzo zmoczone'. Czyli z gwary mógł być przyjęty i taki źródłosłów.

Potencjalną podstawę nazwiska stanowi także rzeczownik nora, czyli:
1. podziemna kryjówka zwierzęca, jama,
2. nurt (zob. tzw. Słownik warszawski, t. III, s. 406)
Etymologia związana z okresem osadnictwa w okolicach Czerwonego Bagna i Biebrzy mówi także o źródłosłowu od ptaka potocznie zwanego Nurem.

Znalazłem kiedyś coś takiego w internecie w pracy Pana Eugeniusza Żuka:
"Nurka bierze początek koło wsi Jaginty, na szerokich od 1 km bagnistych łąkach (Tak rz. Nurka ma swe źródła tzw. „Alesznik” - nieopodal (ok. 0, 5 km) od obecnej granicy Polski z Białorusią. (Obecnej - tzn. w maju 2001 roku). Nurka wypływa z łąki będącej własnością Ob. Henryka Odyńca syna Wincentego („Odnarukaho”). Obecnie rz. Nurka to „wyprostowany” rów melioracyjny plus dwa rowy melioracyjne - boczne - lewy i prawy. Łąki jagintowsko - chorużowskie zostały zmeliorowane po II wojnie światowej - aż do łąk „Zaścianki” - należące do Jagint." 
To odkrycie nasunęło mi nowe inspiracje, co do pochodzenia tym bardziej, że były one zgodne z kierunkiem oraz pozostałymi "znaleziskami" np Rozalią z domu Noruk w aktach metrykalnych parafii Dąbrowa Białostocka.
Na zapisy odnośnie wędrówek Noruków vel Naruków do późniejszego gniazda rodziny natrafiłem w książce pt "Studia i materiały do dziejów Pojezierza Augustowskiego" gdzie spotkałem takie zapisy:
"Inwentarz z 1712 r. informuje, że miasto Lipsk spustoszało przez powietrze, rynek jego w dalszym ciągu stał pusty (tak jak w 1679 r.- tylko jeden dom). Okoliczne wsie także były częściowo spustoszone. O wsi Prolejki rewizorzy napisali, że dlatego spustoszała, ponieważ leżała "na szlaku przechodzącego żołnierza". Wsi Markowce, bardzo zrujnowanej, zmniejszono znacznie ciężary, aby poddani z niej się do reszty nie porozchodzili. Szwedzi zrujnowali dwór w Kamiennej i narobili dużo szkód również w Puszczy Nowodworskiej i we wsiach leśnictwa. Powietrze dotknęło mieszkańców Dąbrowy. Częściowo wymarli też bartnicy z Kamiennej, Osmołowszczynie, Dąbrowie, Łazowej i Jesionówce. Osocznicy z Jedeszków i Gurbicz porozchodzili się. Opustoszałe ziemie częściowo uprawiały folwarki, a częściowo sąsiedzi. Dobra ekonomiczne i leśnictwa zostały bardziej dotknięte zbiegostwem chłopów niż zarazą. Jeszcze w 1721 r. pisał król August II, że poddani królewscy z ekonomii rozeszli się w różne strony i pouchodzili do innych dóbr. Nakazuje, więc ówczesnemu administratorowi ekonomii, Franciszkowi Maksymilianowi Ossolińskiemu, podskarbiemu nadwornemu koronnemu, aby odszukał wszystkich "rozeszłych i tułających się poddanych" i z powrotem ściągnął ich do dóbr królewskich. Wiadomo, że uciekali oni m.in. na teren kolonizowanej w tym czasie Puszczy Jaminy"

„...W raportach niektórych guberni informowano o "wyszłych chłopach", np. w sprawozdaniu z Guberni Janowskiej są dane z lat 1770-1780. Wyszło z niej w tych latach 38 gospodarzy osiadłych i 27 pokątnych (razem z rodzicami 169 osób). Przyczyny i sposoby odejścia były różne. W 1722 r. ze wsi Kisielany wyszedł JAN NARUK z żoną synem, koniem, krową i wołem do Jasionowa nad Nettą. W 1771 r. bezdzietna wdowa Janowiczowa ze wsi Jaziewo wyszła po śmierci męża, nie mając "żadnego sposobu od gospodarstwa utrzymania". Mateusz Andryka ze wsi Mogielnica, wysłany zaś na flis w 1774 r., za czasów rządów Rakinta w tej guberni nie powrócił, a zona jego wkrótce zmarła. Opustoszałe gospodarstwa i włóki zwane pustoszami, starano się natychmiast osadzić innymi gospodarzami. Odpowiadali za to urzędnicy ekonomii" 
[CHAP-Lwów, F-181 op.2 od 3b, nr 1035, k 85, 87v, 88v]
W innym miejscu spotykamy zapisy podpowiadające nam, w jaki sposób w połowie XVII wieku kolonizowano Puszczę Jaminy i jak powstały niektóre wsie między innymi Jaziewo.”...Dalej na zachód nad bagnami Netty w ostępie Jaziewo osadzono chłopów na 5, 5 włókach ziemi. Obok nich wyrobili sobie pola osocznicy z Jedeszek, którzy tutaj także osiedlili się na 5, 5 włókach. Po nich na dalszych 5 włókach i 17 morgach osiedlono dalszych chłopów (Mateusz Janik ze wsi Kamieńskie, Marcin Rzepka, Marcin Czilewski). Tak, więc stopniowo powstawała wieś Jaziewo."
Wiele na to wskazuje, że forma Noruk jest oboczną nazwiska i wyewoluowała z nazwiska NARUK, którego ślady prowadzą między innymi w okolice Nowego Dwóru i Chodorówki, oraz miejscowości Drygi.
Taki zapis nazwiska znalazłem między innymi na www.ellisisland.org wśród emigracji do Ameryki poprzez Wlk Brytanię i Kanadę.
Na przełomie XIX i XX wieku z Jaziewa wyemigrowało do Ameryki wiele osób, w tym rodzina Rozalii Janewicz ur. ok 1888 r. córki Pelagii Noruk czy Richarda Nork`a potomka Franciszka Noruka ur. ok 1835 w Jaziewie, Stanleya Noruk, Olesza vel Aleksandra Noruk itd.

Nie bez znaczenia wspomniałem tutaj miejscowości na dawnym pograniczu, gdyż jak pisałem wcześniej, co najmniej połowa dziś żyjących osób o nazwisku Noruk wywodzi się od człowieka, który uciekając przed branką do carskiego wojska zmienia nazwisko Jarosz lub Jaroszuk na Noruk (z tego, co pamiętam z relacji ich potomka). Ten człowiek przedzierając się do Prus w okolicach Rajgrodu spotkał się z tym nazwiskiem, które tak mu się spodobało, iż dla zmylenia ewentualnego pościgu przybrał je za swoje. Dał tym samym początek rodu Noruków z Woźnej Wsi, którego potomkowie dziś zamieszkują w Rajgrodzie i okolicach, Zbójnej, i w Warszawie. Tyle legenda, a jak było naprawdę?, czeka na zbadanie i udokumentowanie.
Co ciekawe rodzina ta później była skoligacona przez jeszcze niezbadane pokrewieństwo (chrzestni, podobnie jak u mojej Mamy) z Sokołowskimi z Pruski, którzy byli powinowaci Orbikom (rodzina mego dziadka macierzystego, męża babci Władysławy Noruk) z Tajna Łanowego.
Inne tropy dot Noruków zawsze prowadziły mnie do Jaziewa lub najbliższej okolicy, choć późniejsze losy rzucały te osoby także do Ameryki.



Wg Mapy "Geograficzny podział nazwiska Noruk w Polsce" otrzymamy następujące zestawienie dot. występowania: powiaty/miasta ze szczególnie dużą liczbą osób o tym nazwisku Łomża (7) Grajewo (7), m. Wrocław (2), Augustów (2) i Warszawa z liczbą wpisów 1.
Wg przeprowadzonych przeze mnie poszukiwań większość osób, które wyemigrowało do Ameryki zmieniła lub skróciła formę nazwiska Noruk na formę Nork.

Okolicę Dolnego Śląska zamieszkiwał Anna z domu Noruk [+1963}, córka Piotra i Weroniki, która po 1945 wyemigrowała na tzw. ziemie odzyskane i tam zmarła. Na jej ślad trafiłem dzięki informacjom Pana Daniela Paczkowskiego, który szukał śladów Noruków dla udokumentowania linii swoich córek i żony. Anna nosiła nazwisko po mężu Jatkowska więc prawdopodobnie okolicę Wrocławia zamieszkują jeszcze jacyś Norukowie. Natomiast w Warszawie, Rajgrodzie i okolicach oraz Zbójnej zamieszkują potomkowie przybranego Noruka vel Jarosz.

Proszę o kontakt wszystkich, którzy w swoich poszukiwaniach natknęli się na nazwisko NORUK lub NARUK i wymianę informacji. Zwłaszcza zależy mi na ustaleniu powiązań z emigracją w USA która swoimi korzeniami sięga Jaziewa. Być może będziemy w stanie uzupełnić swoją wiedzę nawzajem lub trafimy na nowe ślady w kraju i zagranicą.

Baner 720x300

create your own banner at mybannermaker.com!
Copy this code to your website to display this banner!